*Perspektywa Harry*
Przyjechaliśmy do domu i od razu każdy z nas zaczął robić różne rzeczy. Każdy osobno. Poszedłem do pokoju i usiadłem na łóżku po turecku. Ciągle męczyło mnie pytanie czemu ona mnie pocałowała czy to coś jej dało?! Poczułem wibracje. Numer nieznany wiadomość. Odczytałem.
`Hazz przepraszam za moje dzisiejsze zachowanie nie powinnam. Wiem jesteś na mnie wściekły bo masz chłopaka, ale ja nie mogłam się powstrzymać .Eleanor. xx
Ale czemu to zrobiłaś? Czuję się strasznie z tym faktem, że ktoś inny całował moje usta! Naprawdę chciałaś bym miał wyrzuty sumienia i czuł się beznadziejnie, bezradnie?! Brawo udało Ci się. Tak się czuję nawet jeszcze gorzej ;c
Harry ja naprawdę nie chciałam. Podobasz mi się bardzo. I tak wiem masz chłopaka dlatego ciężko było mi się opanować. Nie chciałam byś miał wyrzuty sumienia byś płakał i czuł się beznadziejnie. Na prawdę przepraszam.x
Twoje przeprosiny mi nic nie dadzą. Nie sprawią, że zapomnę o tym i będe czuł się lepiej.
Naprawdę mi przykro. Kocham Cię. x
Nie to nie może być prawda co napisała. Kilka krotnie sprawdzałem to. Ale tam było wyraźne kocham Cię. Świetnie to mi teraz jeszcze bardziej pogmatwała myśli. Kocham tylko i wyłącznie Lou. Nie chcę jej całować, dotykać. Ona mnie nie pociąga. Tylko BooBear mi się podoba. Westchnąłem i Spojrzałem na uchylone drzwi. W samych bokserkach wszedł do mnie Lou mówiąc:
-U mnie jest zimno i smutno. Mógłbym..-nie dałem mu dokończyć tylko powiedziałem
- Tak wskakuj ja idę sie umyć i zaraz przyjdę .
-To ja nam rozgrzeję łóżko-powiedział i zaśmiał się swoim dźwięcznym głosem. Jego śmiech. Och..lekarstwem na smutek. Rozebrałem się i zdjąłem bransoletki stając przed lustrem. Lekko wychudzone ciało. Zmęczone spojrzenie. I te rany na tym głupim nadgarstku. Może tylko mi się wydaje, czy naprawdę je tak bardzo widać? Westchnąłem zakładając bransoletki nawet się nie myjąc wyszedłem. Lou słodko pochrapywał przykryty kołdrą. Wślizgnąłem się pod kołdrę i przytuliłem do ciepłego ciała Lou. Po chwili usnąłem wtulony w niego.
*Perspektywa Lou*
Ostatnio gdy pokłóciłem się z Harrym i wybiegł z domu pobiegł za nim Niall. Później Hazz z nim wrócił. Wiem, że może dramatyzuję no ale musze porozmawiać z Horanem. On ma na niego jaki kolwiek wpływ. Zauważyłem też, ze raz na jakiś czas rozmawiają i, że po rozmowie z Blondynem Hazz jest inny. Bardziej spokojny i nie jest z nim tak źle. Znów zacząłem dramatyzować! Przeciągnąłem się i pocałowałem mojego chłopaka czule w usta. Udałem się do pokoju Nialla. Muszę wiedzieć co się dzieje z Curlym przecież kocham go to mój chłopak mam prawo do tego! Wszedłem bez pukania i zastałem tam śpiącego Nialla. No tak jakiego widoku spodziewałem się o 8;24? Rzuciłem się na jego łóżko a on zareagował głośnym jękiem.
-Niall kupię Ci pizze jak ze mną porozmawiasz!-powiedziałem i grzecznie usiadłem koło niego, przyglądając mu się. Włosy miał roztrzepane, usta lekko otwarte. Wyglądał uroczo. Naprawdę.
-Ktoś mówił o pizzy?-powiedział i natychmiast usiadł i spostrzegł mnie.
- Tak ja coś tam wspomniałem.. Ale najpierw porozmawiamy.
-Mów szybko chce już iść jeść-powiedział i zaczął rozglądać się po pokoju. Jeszcze chwila, a zignorował by mnie i zaczął ubierać się.
-Niall skup się to bardzo ważne martwię się..-szepnąłem i spuściłem głowę. Patrzyłem na swoje dłonie i myślałem. Po co ja w ogóle tu przyszedłem? To bez sensu przecież!
-O kogo Lou?-spytał i ziewnął
-O Harrego.. Ja widzę, że dzieje się z nim coś złego, ale ja nie wiem co on mi nic nie mówi! Nie wiem co mam robić, wiem, że z Tobą rozmawiał Niall proszę pomóż mi -powiedziałem i otarłem spływające łzy.
-Lou naprawdę nie martw się o niego. Och. wiem łatwo powiedzieć. Jednak ja nie mogę Ci nic powiedzieć.
-Do cholery Niall!! Nie rozumiesz, że sie martwie?! To mój chłopak a coś się z nim dzieje muszę wiedzieć co !-krzyczałem i machałem rękoma. Byłem tak wściekły, przecież tu chodzi i mojego chłopaka powinienem to wiedzieć.
-Uspokój się Lou wiem, ze nie jest Ci łatwo lecz z nim porozmawiaj, ja obiecałem, że nikomu nie powiem i dotrzymam tej obietnicy. Idź i ze spokojem z nim porozmawiaj i nie krzycz na niego.Powodzenia
-Dobra Niall dzięki muszę iść -powiedziałem i poczochrałem mu włosy
-Nie ma sprawy Tommo nie spieprz tego.
Poszedłem do mojego i Hazz pokoju lecz zanim wszedłem wziąłem głęboki oddech. Wiedziałem, że muszę z nim porozmawiać ale jak o czym? Co mam mu powiedzieć. To takie skomplikowane..Pociągnąłem za klamkę i zobaczyłem, że Harry leży z otwartymi oczami wpatrzony w sufit.
-Hej słońce wyspałeś się?-zapytałem i usiadłem koło niego. Pokiwał głową i spytał:
-Lou gdzie byłeś?-przeszył mnie swoimi zielonymi niczym trawa oczyma
-Byłem u Nialla. -spojrzał na mnie z szeroko otwartymi oczami.
-Wiesz chciałem trochę z nim porozmawiać o Tobie o tym co się z Tobą dzieje.
Powiedziałem coś nie tak? Harry momentalnie zerwał się z łóżka i ze łzami w oczach zaczął krzyczeć i wymachiwać rękoma.
-Błagam Lou powiedz, że Niall Ci nic nie powiedział.
-Harry..-zacząłem ale mi przerwał.
-Proszę powiedz mi, że nie zdradził Ci tego!-krzyczał i nerwowo chodził po pokoju mrucząć coś pod nosem.Usiadł i oparł się o łóżko płacząc i nadal mówiąc:
-Lou błagam powiedz, że Niall nie powiedział Ci o cięciach. Błagam Lou powiedz, że nic Ci nie mówił. Słyszysz?! Powiedz, że Ci nic nie powiedział. -jego płacz był coraz głośniejszy. Schował twarz w dłonie i cicho próbował się uspokoić. Uklęknąłem koło niego i spytałem:
-Harry głuptasie.. Niall mi nic nie powiedział.. Chwila chwila coś Ty powiedział?
-Pytałem..tylko czy.. Niall Ci coś ..powiedział..-jąkał się i patrzył na ziemie. Zawsze gdy coś ukrywał, kłamał nie patrzył mi w oczy. Patrzył się na podłogę byle gdzie tylko nie mi w oczy.
-Nie to Hazz. Chodzi o cięcia. Hazz czy Ty..? -Spuścił głowę nic nie mówiąc.
-Hazz powiedz mi szczerze przecież nie skrzyczę Cię nie dam Ci paskiem w tyłek za to.-powiedziałem spokojnie i dostrzegłem, że podwiją rekaw bluzy i zdejmuje bransoletki.Wyciągnął rękę w moją stronę i pokazał mi okropny widok:
Rozpłakałem się. Mój Hazza okaleczał się. Pociągnąłem nosem i szepnąłem:
-Czemu? Czemu to zrobiłeś? Hazz jeśli bałeś się mi mogłeś mówić innym. Liam by stanął na głowie by Ci pomóc przecież.
-Lou to nie zaczęło się teraz czy tydzień temu. Jakiś rok temu ten koszmar się zaczął. Nie chciałem was tym męczyć szczególnie Ciebie, wiedziałem, że będziesz się winił. A Liam? Przecież ma kryzys z Danielle. Nie mogę obciążać go jeszcze moimi problemami-powiedział i cicho westchnął
-Hazz przecież mimo wszystko pomoglibyśmy Ci. Powiedz mi... Haz.. miałeś..myśli samobójcze?-szepnąłęm.
-Tak Lou. Gdyby nie Zayn nie byłoby mnie juz tu. Uratował mnie nieświadomie. Wybuchnąłem płaczem. Mój mały Harry chciał się zabić. Płakałem kilka minut. Nie, to było wycie, szlochanie. Opanowałem się i popatrzyłem na niego, swoimi zielonymi tęczówkami patrzył na mnie. Obserwował mnie.
-Harry błagam powiedz, że skończysz z tym błagam..-z każdym wypowiedzianym słowem mówiłem coraz ciszej.
-Lou obiecam Ci i co jak złamię obietnicę? To nie takie łatwe-spuścił głowę i bawił się bransoletkami
-Wtedy przyjdziesz do mnie i damy rade. Postaraj się chociaż.
-Dobrze obiecuję-powiedział i popatrzył mi w oczy.
-Harry mogę?-spytałem i popatrzyłem na nadgarstek.
-Mhm--mruknął i przysunął go do mnie. Przed sobą miałem jego pocięty nadgarstek. Delikatnie jeździłem palcami po każdej ranie. To takie smutne. Nigdy nie przyszłoby mi do głowy, że taki wesoły Harry może się samookaleczać.
Pocałowałem jego ręke i każdą ranę. Tak bardzo bolała mnie myśl, że to może przeze mnie? Nie darowałbym sobie tego.
-Hazz idziemy do reszty na śniadanie?
-Mhm.. Lou proszę nie mów innym, nie chce byście martwili się o mnie jest w porządku.
-Skarbie przecież nie jest, doskonale o tym wiesz, ale dobrze nie powiem -powiedziałem i musnąłem jego wargi. Złapałem go za dłoń i zeszliśmy do wszystkich. Już z daleka było czuć, że ktoś coś gotuje. Nie zwracałem uwagi na moje czerwone oczy. Liczył się teraz Hazz i to, że muszę mu pomóc. Usiadłem pomiędzy Harrym i Zaynem a naprzeciw Nialla. Popatrzył na mnie wyczekująco a ja lekko skinąłem głową. Co miało oznaczać, że wiem już o wszystkim.
-Lou dobrze się czujesz? Masz całe czerwone oczy od płaczu?-spytał Zayn
-Em.. tak Zayn.. jest okay-szepnąłem i spojrzałem w dół
-Nie brzmisz przekonująco. -powiedział i prychnął pod nosem dodając -Nie chcesz nie mów Lou. Proste.
-Na prawdę, po prostu jestem przemęczony i przez to się pokłóciłem z rodziną, po prostu nakrzyczałem na nich. Jest okay-szepnąłem i dodałem:
-Ja jednak pójdę na górę jestem zmęczony prześpię się .
-No to powinno dobrze Ci zrobić Lou. Odpoczniesz i poczujesz się lepiej.-powiedział Liam Jak zwykle martwiący się o wszystkich. Mimo własnych problemów każdemu kto jest mu bliski pomoże. Podreptałem do pokoju Harrego, i rzuciłem się na łóżko z płaczem. Szlochałem w poduszkę. Ja wiedziałem, że stał się bardziej nie ufny, nie zdejmował bransoletek, ale głupi byłem przekonany, ze po prostu tak bardzo się do niech przyzwyczaił. Znów wybuchłem szlochem. Usłyszałem otwieranie drzwi.
-Lou wszystko okay?
-Tak Nialler jest okay-powiedziałem i pociągnąłem nosem. Usłyszałem jak drzwi zamyka na klucz i siada koło mnie.
-Przecież widzę, ze nie jest . Kto jak kto ale Ty bez powodu nie płaczesz, nie szlochasz.-powiedział i pogłaskał mnie po ramieniu
-To takie straszne. A ja głupi nie widziałem tego rozumiesz?! Wiedziałem, że coś jest nie tak ale nie wiedziałem co! -wybuchnąłem po raz kolejny płaczem i wtuliłem się w Nialla.
-Chyba nie jest, aż tak źle?-powiedział i złożył pocałunek na moim czole.
-Jest Niall tragicznie! Jego nadgarstki widziałeś ! To dla mnie szok . A wiesz co boli najbardziej? Nie to, że one są głębokie. Lecz to, że od roku milczy i nie chce naszej pomocy. Woli sam cierpieć. Przecież pomógłbym mu. Jesteś jeszcze Ty, Zayn, Liam. Któryś by mu pomógł, gdyby nie chciał mojej pomocy-kolejny łzy spływały na jego koszulę.
-Jak rok Lou? Ja co nie co starałem się mu pomóc. Lecz moje uwagi nie docierały do niego tak jakbym chciał. -powiedział i spojrzał mi w oczy.
-Gdyby nie Zayn -tym razem nie mogłem się opanować. W głowie wyobrażałem sobie, ze znajduję zakrwawionego Harrego. Okropny widok ja nie chce go stracić. NIE CHCĘ. Nie będzie umiał żyć bez niego.
-Co z tym ma wspólnego Zayn?!-Niall widocznie był zirytowany i podniósł głos
-On... nieświadomie.. uratował mojego kociaka... od ..śmierci.-szeptałem krztusząc się łzami. Nie umiałem mówić głośno. Za bardzo to mnie boli. Odsunął mnie od siebie i złapał za ramiona.
-Lou on chciał popełnić samobójstwo? -spytał z przerażeniem i bólem w oczach. Wiedziałem, że Nial traktował go jak młodszego brata. Wszyscy byliśmy dla siebie braćmi.
-Yhym... -spuściłem głowę.
-Co za gówniarz!-już chciał wstawać tylko go przytrzymałem.
-Nialler nic nie rób. Miałem Ci nie mówić. Błagam nie mów Zaynowi on nie wie. Nikt nie wie prócz nas. Tylko my możemy mu pomóc. Rozumiesz Niall? Nie krzycz na niego błagam. On mi zaufał-szlochałem i patrzyłem na niego.
-Dobrze Lou. -powiedział i mnie przytulił
-Nialler zawołasz go tu?
-Okay- złożył pocałunek na moim czole i na odchodne powiedział:-Nie martw się będzie dobrze. Musi być.
*Perspektywa Harrego*
Wiedziałem, że nie powinienem mu mówić. Wiedziałem, że zniesie to tragicznie, ale idiota i mi się wymsknęło. Co ja myślałem? Że pogratuluje mi. Przecież to było jasne, że wpadnie w panikę, histerię. Siedziałem na kanapie i skakałem po kanałach. Udawałem, że czegoś szukam, ale tak naprawdę siedziałem i po prostu myślałem. Ktoś puknął mnie w ramię.
-Hazz Lou Cię woła na górę-wyrwał mnie głos Blondyna z zamyślenia
-Emm.. dzięki Niall-powiedziałem i poszedłem dość szybkim krokiem na górę. Wszedłem do pokoju i zastałem go leżącego i patrzącego w sufit swoimi czerwonymi od płaczu oczami.
-Lou chciałeś coś ode mnie?-spytałem siadając na skraju łóżka. Popatrzył na mnie oczami pełnymi łez i wyszeptał:
-Po prostu przytul mnie Hazz-od razu przytuliłem go i całowałem we włosy. -
-Louis jest naprawdę okay, przestanę dla Ciebie rozumiesz? Przestanę tylko zacznij się uśmiechać. Twój uśmiech czyni cuda. Uśmiechaj się i kochaj mnie . Nic więcej nie potrzebne mi do szczęścia.
-Obiecuję, że nigdy nie przestanę się uśmiechać. Od jutra dziś chce się poużalać nad Tobą, nad nami. Naprawdę możesz mi wszystko powiedzieć, nie ważne jak bardzo mnie to zrani i jak bardzo będzie to złe. Pomogę Ci we wszystkim Hazz-szepnąłem i musnąłem jego usta.
-Lou...
-Tak wiem jest okay. A jak się znów coś popsuje? Co jak znów to zrobisz? Ja nie wymagam od Ciebie byś przestał dziś, po prostu uważam, że lepsza była by pomoc psychologa.
-Jeśli to Cię uszczęśliwi to pójdę i będę tam chodził. Chcę byś był ze mnie dumny.
-W tej chwili jestem cholernie dumny z Ciebie. Pójdziemy do psychologa nie daleko nas jest zresztą. Tak się cieszę, ze Ci pomogę-powiedział i pocałował mnie w usta
-Ja się cieszę, ze w ogóle chcesz mi pomóc..-powiedziałem i oddałem pocałunek. Położył mnie na łóżku i usiadł na mnie okrakiem. Całował moje usta bardzo zachłannie z minuty na minutę bardziej namiętnie. Wessał się w moją szyję robiąc dorodną malinkę. Jęknąłem. I zdjąłem jego koszulkę. Zrobił to samo wiercąc się na moim członku.
-Louis nie baw się ze mną!-powiedziałem i jęknąłem jak poczułem że schodzi z moich bioder. Zaczął się dobierać do spodni. Gdy je zdjął powrócił do moich ust zachłannie je całując. Jego ręka wędrowała po klatce piersiowej, zahaczając o członka. Nagle drzwi się otworzyły i my znieruchomieliśmy. Stanął w nich wystraszony Niall.
-Ups.. przeszkodziłem -powiedział zakrywając oczy.
-Chodźcie na obiad.-dodał wciąż z zasłoniętymi oczami.
-Niall my zjemy na mieście mamy coś jeszcze do załatwienia.-powiedział Lou i zaczął się ubierać.
-Pewnie ale kupcie mi coś okay?
-Nie martw się o to-odkrzyknąłem mu i spojrzałem na Hazze
-Ubierz się kocie czym prędziej pójdziemy tym lepiej. Gdy byliśmy gotowi wyszliśmy. Nie zamierzaliśmy jechać samochodem to nie tak daleko, a my chcieliśmy się przejść po prostu.
-Tak się cieszę, że wreszcie będzie okay-szepnąłem
-Po pierwszej wizycie wcale okay nie bedzie. Lou Ty mnie już umówiłeś ?
-Nie ale Lisa to moja dawna znajoma przyjmie Cię bez zapisu. Weszliśmy do budynku przypominający psychiatryk . Nie wnikam mam nadzieję, że terapia mi pomoże. W środku było miło i przytulnie poszliśmy do recepji i Lou zapytał:
-Jest Lisa Miller wolna?
-Tak a pan kim jest.
-Bliskim znajomym . Mogłaby ją pani zawołać?
-Mhm
Po chwili podeszła do nas kobieta. Czarne średniej długości falowane włosy. Z wyglądu wyglądała na miłą. Gdy zobaczyła Louisa uśmiechnęła się i podeszła go przytulić.
-Co Cię Louis do mnie sprowadza?
-Mam problem z młodym . Chciałbym byś się nim zajęła wiem, ze dasz radę.
-No dobrze to ja pójdę z nim do gabinetu a Ty poczekaj tutaj -powiedziała i ruszyła przed siebie.
Poszedłem za nią do jakiegoś pokoju na końcu sali. Gdy mnie do niego wpuściła myślałem, że będzie gorzej. Pokój był w morelowym kolorze. Była kanapa i krzesło na przeciwko niej. Ona usiadła na tym krześle, i zapytała:
-Jak masz na imię? Mi mów po prostu Lisa.
-Nazywam się Harry-powiedziałem i popatrzyłem, ze coś zapisuje.
-To powiedz co Cię tu sprowadza. Dobrze by było gdybyś mówił dużo szczegółów będzie łatwiej Ci pomóc lecz nic na siłę-powiedziała i się ciepło do mnie uśmiechnęła.
-Louis się o mnie martwi. A ja nie chce by przeze mnie się smucił, więc postanowiłem tu przyjść.-zapisała i powiedziała:
-Mhm. Ale bez powodu Louis by się nie martwił.- miała rację. Louis to beztroski chłopak. Gdy nie trzeba niczym się nie martwi. Stara się nie marnować życia na użalanie się nad sobą. Skoro tak bardzo się mną przejął znaczy, że chociaż trochę mnie kocha. Co ja wygaduję?! Mam dziwne myśli. On mnie kocha. SZCZERZE. To nie podlega wątpliwościom. Potrząsnąłem głową by wyrzucić te głupie myśli i odkryłem nadgarstek pokazując rany.
-Dziś się o tym dowiedział, dowiedział się o em.. mojej.. nieudanej próbie samobójczej.. Och to takie dziwne!-powiedziałem lekko zirytowany
-Harry w tym nie ma nic dziwnego. To normalne, że niektóre sprawy przerosły Cię i zacząłeś się samookaleczać. Z tego da się wyjść jeśli będziesz chciał.
-Chce dla niego. -szepnąłem
-Wiem zapraszam we wtorki i w piątki do mnie . A teraz mam coś dla Ciebie co mam nadzieje, że pomoże Ci. -powiedziała i podeszła do biurka otwierając szufladę. I w niej grzebiąc. Podeszła i usiadła na tym samym miejscu z zeszytem.
-Chcę byś tu zapisywał to co się dzieje w Twoim życiu szczęśliwego, smutnego, także jak się potniesz to nic złego, zapisz to napisz dlaczego. Zapisuj tu to co uważasz za ważne. Cokolwiek Ci przyjdzie do głowy.To pomoże Ci. Pomoże też mi Ci pomóc
-Bedziesz to czytać?
-Tak 2 lub 3 razy w miesiącu, ale to nie dotrze do Lou jak nie chcesz. Nie krępuj się tu pisać. Ja nie będę Cię oceniać za to co tu piszesz. Nie mam zamiaru mówić czy to jest dobre czy złe. To ma nam pomóc. Proszę i do piątku-powiedziała i podała mi ręke i zeszyt.
Wyszedłem z nią i spojrzałem na Louis czekającego w poczekalni. Uśmiechnąłem się i podszedłem do niego mówiąc, że poczekam na dworze
*Perspektywa Lou*
-Lisa powiedz szczerze czy jest tak źle z nim?
-Louis samookaleczanie to nie jest choroba z której nie da sie wyjść. On poważnie mówi, że chce sobie z nią poradzić. Jak tak dalej bedzie szło to 3 miesiące i wyjdzie z tego jest naprawdę dobrze-mówiła szczerze potrafiłem to odczytać z jej oczu.
-Naprawdę dziękuję Ci -powiedziałem i przytuliłem ją.
-Nie ma za co. We wtorki i piątki Harry ma tu przychodzić tak ok. 17. Jak sie polepszy to tylko we wtorki zobaczymy Lou muszę iść Pa. -powiedziała i odeszła
-Do zobaczenia-powiedziałem i poszedłem na dwór do mojego Chłopaka. Siedział na ławce i bawił się telefonem.
-To co idziemy Hazz?-zapytałem i stanąłem na przeciwko niego.
-Mhm -mruknął i ruszył.
-Jak było tam w gabinecie? Wiesz mówienie przyszło Ci z łatwością?-spytałem i popatrzyłem na niego. Telefon schował do kieszeni i powiedział.
-Wydaje się być miła i szczera. Myślę, że coś z tego wyjdzie wiesz, że może uda mi się z tego wyjść. W tym zeszycie mam zapisywać co czuję. Trochę dziwnie się z tym czuję, że będzie to czytać, no ale .. Dam rade Louis-powiedział i popatrzył na mnie uśmiechając się.
-Mam nadzieję, że damy radę.
-Damy Louis.-szepnąłem cicho
*Perspektywa Harrego*
Resztę drogi do domu przeszliśmy w ciszy. Przez większość czasu myślałem o tym co mam w tym dzienniku napisać. Zamyśliłem się tak bardzo, że dopiero teraz dostrzegłem, że stoimy pod drzwiami domu. Od razu skoczył do nas Niall z pytaniem. Co mu kupiliśmy. Na śmierć o tym zapomniałem! Och.. Lou pewnie jak byłem w gabinecie wybrał się do sklepu.
Właściwie to nie wiem co powinienem tu pisać. To była moja pierwsza wizyta u psychologa. Spodziewałem się czegoś gorszego. Lisa jesteś bardzo miłą i sympatyczną osobą. Nie wiem co się ostatnio ze mną dzieje. Ciągle bym chciał się tylko ciąć? Czy to złe, że tak mam? Pewnie! I ta moja nieudana próba samobójcza! Nieudana? Nawet nie zaczęta! Wszystko miało być idealne. Miałem mieć pełno cięć. Zamierzałem zaciąć się na śmierć, wziąć tabletki, a każdy głupi wie jak z alkoholem działają. Co za porażka! Na prawde ciężko jest mi tu pisać bo nie wiem co. Jedyne co wiem to to, że mam tak wielką ochotę się pociąć lecz nie mogę.Każdy mnie by teraz obserwuje.
Zamknąłem ten cholerny zeszyt i cisnąłem nim o podłogę. Po co ja mam tam pisać?! To jest beznadziejne. pisać co przeżywam , by później ktoś to czytał. Skuliłem się na łóżku i starałem się zasnąć. Naprawdę mam tak wielką ochotę na kolejne rany, że nie wiem czy dam radę się powstrzymać. Schowałem ręce pod kołdrę, z nadzieję, ze ta ochota przejdzie ale tak nie było. Byłem coraz bardziej sfrustrowany. To wszystko jest takie beznadziejne. Całe moje życie, a w dodatku jutro muszę zadzwonić do Taylor. W końcu to moja "dziewczyna"
~~~~~
Kolejny rozdział! Wydaje mi się, że średniej długości. Jestem tak szczęśliwa z tak wielu wejść. Noi pojawiły się 3 komentarze. Bardzo starałam się poprawić wygląd postów czczionkę i mam nadzieję ze wyszło w miare okej. :) Co do rozdziału 7. Mam go dopiero w głowie i to tylko początek. Nie wiem ile zajmie mi coś sensownego napisać. Trochę pogubiłam się nie tylko w opowiadaniu i ten rozdział też był ciężki no ale miejmy nadzieje, że jest okej. Mogę liczyć na 5 komentarzy ? Buziaki! Domi. x
MIŁEGO CZYTANIA|! ;)



Wyszło lepiej niż okay, nareszcie jest wszystko czytelne. Rozdział bardzo fajny z niecierpliwością czekam na następny ;*
OdpowiedzUsuńjeeej. dziękuję Ci bardzo za te wskazówki ;) I szczerze widać różnicę. Następny pewnie pojawi się w piątek lub czwartek wieczorem. Mam dopiero początek napisany. Ale dziękuje bardzo. ;*
OdpowiedzUsuńUwielbiam to! :D Jaram się jak konopie na Jamajce :D
OdpowiedzUsuńBardzo fajnie napisane. Jestem pod wrażeniem i pozdrawiam.
OdpowiedzUsuń