piątek, 22 lutego 2013

Rozdział 7 ;)



Głodny, zmęczony życiem, użalający się nad sobą. Właśnie tak czułem się leżąc w pustym łóżku. Nie miałem siły podnieść się z niego mimo, tego, że tak bardzo chciałem iść, byle gdzie i wreszcie poczuć się szczęśliwym. Westchnąłem i wstałem z myślą, że nie będę odkładał na jutro rozmowy z Taylor. Wybrałem jej numer i przyłożyłem telefon do ucha. Odebrała po kilku sygnałach.
-Cześć Hazz! Tak dawno Cię nie widziałam . Czemu dopiero teraz dzwonisz?
-Hej Tay. Wiesz jakoś było mało czasu. Co Ty na to by się spotkać kiedy Ci pasuje?-spytałem i ułożyłem swoje loki
-Wiesz teraz jestem wolna możemy się spotkać?- szczerze nie chciało mi się ruszać z domu, ale to mój obowiązek, przecież ludzie muszą nas razem widywać, byśmy byli wiarygodni.
-Okej to przyjadę po Ciebie za godzinę. Co powiesz na kino? Dziś jest premiera Titanic 3D. Może spotkamy kogoś?
-Dobrze to do zobaczenia. Czekam Hazz.
Westchnąłem i wstałem z łóżka. Podszedłem do szafy i założyłem na siebie garnitur.
Zszedłem na dół i zastałem wszystkich wpatrzonych w telewizor. Gdy usłyszeli, że schodzę, obejrzeli się na mnie i Zayn spytał:
-Gdzie idziesz lovelasie?
-Spadaj, idę z Taylor na premiere Titanica 3D-powiedziałem i pokazałem mu język
-Zaaaaayn czemu Ty mnie nie zabierasz na takie romantyczne wyjścia?-zaczął jęczeć i tulić się do niego Horan 
-Idioci, nie wiem kiedy wrócę krzyknąłem biorąc kurtkę i schodząc do garażu. Do Taylor nie jechało się tak długo. Włączyłem radio i po chwili leciała w niej piosenka: Ed Sheeran -The A Team. Uwielbiam go, i jego piosenki. Podkręciłem na maksa i śpiewałem. Po jakiś 20 minutach znalazłem się pod posesją Taylor. Zapukałem do drzwi i po chwili otworzyła mi, ubrana w to.
Pocałowałem ją w policzek i powiedziałem: 
-Bardzo ładnie wyglądasz. Dobrze, ze założyłem jednak garnitur.-powiedziałem i się uśmiechnąłem.
-Jest dobrze. Bardzo przystojnie wyglądasz. Każdy będzie się zachwycał-powiedziała i stanęła naprzeciw mnie, poprawiając mi muszkę. -Teraz jest okej. To co jedziemy?
-Pewnie -powiedziałem i złapałem ją za rękę  Na premierę jechało się nie całe 30 minut. Całą drogę śpiewaliśmy piosenki i wygłupialiśmy. Zaparkowałem i pomogłem wysiąść Taylor jak na dżentelmena przystało. Pełno fleszy. Nikt nie spodziewał się nas. Złapałem Taylor za rękę i się uśmiechałem do wszystkich. Podszedłem do niej bliżej i szepnąłem jej do ucha:
-Co powiesz na pocałunek w usta? Będzie baaardzo wiarygodnie.-odsunąłem się i spojrzałem jej w oczy. Delikatnie skinęła głową, a ja obejmując ją złączyłem nasze wargi. Starała się oddawać pocałunki. Odsunąłem się od niej i delikatnie pociągnąłem w stronę kina. Usiedliśmy najwyżej jak się da między Demi Lovato, z którą trochę pogadaliśmy a Leonardem Di Caprio, koło niego siedziała Kate Winslet. Och to takie głupie, ale razem z Tay wzięliśmy od nich autografy. Okazało się, że ona też kocha oglądać ten film i, że tak samo jak ja płacze na końcu. Końcówkę filmu Taylor siedziała wtulona we mnie cicho płacząc. Gdy film się skończył odwiozłem ją do domu i żegnając się buziakiem w policzek. Dopiero teraz spostrzegłem, że już 19;23. Czas tak szybko leci. Zaparkowałem w garażu, i wszedłem do domu. Louisowi odbiło. Gonił Nialla z marchewką w ręku i próbował go bić. Gdy mnie spostrzegł podbiegł do mnie tuląc i udając, że szlocha. 
-Hazz.. ten paskudny przyjaciel zjadł mi marchewkę!-szczerze myślałem, że Blondyn musiał coś mu zjeść
-Niall.. -westchnąłem
-No tak zawsze ja!-krzyknął oburzony Horan -A on to jest aniołek. Jesteś nie sprawiedliwy 
-Loui..
-Hazz nie zwalaj na mnie winy! To on zaczął. -traciłem  cierpliwość.
-Nie wnikam kto zaczął, ale Powinniście przeprosić się nawzajem i dać buziaka w poliki i będzie okej. 
-Ooo fuuu..-jęknęli obydwoje tuląc się do siebie. 
-Pożałujesz tego Horan -wyszeptał Lou
-Skoro spór załagodzony to ja idę do pokoju.-powiedziałem i skierowałem się na górę. Między ciuchami na podłodze znalazłem zeszyt i go otworzyłem:
Myślę, że te pierwsze wpisy będą trudne. Tak mi się wydaje, choć tak dobrze się czuję pisząc tu, nawet nie wiem czemu. Wciąż mam ochotę na cięcie, lecz nie złamałem się  Ciekawe jak długo wytrwam. Dziś spędziłem miło czas z Taylor. Byliśmy na premierze Titanica 3D spotkaliśmy Leonarda, Kate, Demi. Było miło. Nie wiem co jeszcze dodać. Dobra idę spać bo jakoś wyjątkowo zmęczony jestem.
*Tydzień później*
Kolejne dni mijały w miarę spokojnie. Pomijając, że Louis wyjechał. Powiedział nam o tym przy obiedzie. Jak zareagowałem? Obojętnie. Z dnia na dzień staję się bardziej nie czuły obojętny. Wyjechał 3 dni temu. Z nią. Na Karaiby. A ja? Siedzę całymi dniami w pokoju rozmyślając, wczoraj znów byłem u Lisy. 
-Co u Ciebie Harry?-powiedziała otwierając swój notatnik i zapisując coś. Siedziałem w tym samym miejscu co ostatnio i teraz czułem się tu inaczej. Lepiej. 
-Dobrze. W miarę dobrze. -powiedziałem i rozejrzałem się po wnętrzu pokoju. Szafki a na nich równo poukładane książki, biurko na którym było wiele papierów, czasopism. Bałagan, okno i widok na ogródek szpitalny. Popatrzyłem na Lise, obserwowała mnie.
-A jak z cięciem? Jakieś poprawy? Choć to dopiero początek to nie zdziwiłabym się gdyby nie było ich.-powiedziała i poprawiła loki. 
-Ciągle mam ochotę, ale staram się nie robić tego. Strupy po woli odpadają-powiedziałem i popatrzyłem na nadgarstek - Ostatnio stałem się obojętny. Wstaję, jem śpię, bo muszę. Nie widzę żadnej radości w życiu, nawet jak Lou wyjechał z tą jędzą to byłem obojętny. Nie chce taki być!-powiedziałem i głośno westchnąłem chowając twarz w dłonie
-Mhm.. Harry to jest normalne. Naprawdę, wiele osób z tym problemem identycznie się zachowują, ciągle by się cięli, są obojętni. Jest okej, tym zajmiemy się na następnej wizycie. Wypełnisz mi test bym mogła stwierdzić jak zaawansowana jest Twoja depresja?
-Depresja?!-pisnąłem z przerażeniem w oczach
-Nie martw się, pomogę Ci. Wypełnisz go?
-Tak -powiedziałem i wziąłem od niej kartkę z testem.
-Masz tu 21 pytań, punkty przeliczę w domu i podejmę decyzję jak Cię leczyć i jak mam Ci pomóc.-powiedziała i podała mi długopis.
Pytania były łatwe, czy często płaczę, czy myślę o śmierci, jak z moim snem, wagą, czy różne czynności wykonuję chętnie itd. Pozaznaczałem odpowiedzi i pożegnałem się wychodząc z uśmiechem. 
Nie wiem z czego się tak bardzo cieszyłem, lecz jak przekroczyłem próg domu, znów to samo. Obojętność smutek niechęć do wszystkiego. Mruknąłem ciche: Hej i skierowałem się do pokoju szukając mojego notatnika. Znalazłem go pod poduszką i usiadłem po turecku na łóżku pisząc
Czuję się dziwnie. Dzisiejsza wizyta.. to, że mogę mieć depresję. Nie wiem jak będzie dalej nie umiem sobie tego wyobrazić. Wyszedłem z gabinetu z uśmiechem. A jak wchodziłem do domu znów byłem smutny i obojętny. Czemu? Bez Louisa jest tu tak cicho i nudno. Naprawdę nie wiem co mam robić, chłopcy całymi dniami oglądają telewizję, a ja? Mam ochotę tylko siedzieć, płakać i się ciąć. Właściwie, to po co ja się ograniczam? Popadam w coraz gorszy nastrój, nie ważne. 
Zamknąłem zeszyt i wstałem szybko z łóżka przypominając sobie gdzie zostawiłem żyletki. Przeszukałem szufladę w biurku lecz nie znalazłem, poszedłem do łazienki i tam też jej nie było. Otworzyłem portfel i tam była. Lśniła. Nowa nie używana na wszelki wypadek. Skierowałem się do toalety i usiadłem na brzegu wanny zdejmując bransoletki. Przyłożyłem żyletkę do ręki i pociągnąłem. Krew powoli ściekała po moim nadgarstku na podłogę, ale nie obchodziło mnie to zrobiłem kolejne cięcie, i kolejne i następne. 
Zsunąłem się na podłogę i zacząłem płakać. Nie wiem co mnie podkusiło by to zrobić, nie wiem czuję się beznadziejnie. Łzy mieszają się z moją krwią. Wsadziłem rękę,pod wodę i przemyłem ją. Zawinąłem w bandaż i dopiero teraz sobie uświadomiłem jak trudno będzie mi to ukryć przed chłopakami, jutro na spotkaniu z fanami. Nie wiem co wymyślę, założę marynarkę, nie wiem tym będę się martwił jutro, a teraz muszę iść spać by jutro rano wstać i przygotować się. Znów będę się sztucznie uśmiechał. Jeszcze 4 dni i mój chłopak wróci. Nie mogę się już doczekać.


~~~~~~~

Dobra rozdział nie za długi. No ale chciałam już coś dodać, internet już mam była chwilowa awaria ;) Mam nadzieję, że jest w miarę okej. CZYM WIĘCEJ KOMENTARZY TYM SZYBCIEJ POSTARAM SIĘ DODAĆ NASTĘPNY ROZDZIAŁ ;) Buziaki .x


środa, 20 lutego 2013

;)

Cześć wszystkim! 
Cieszę się, że tak dużo osób tu zagląda. Ale chciałabym zobaczyć chociaż kilka komentarzy. To chyba nie trudne nie? :) Ale nie to chciałam pisać. Zmieniłam wygląd poprzednich rozdziałów. Pomniejszyłam czcionkę itd. By lepiej się czytało i powiem, ze widzę różnice. Więc to chyba wszystko. Buziaki! x

poniedziałek, 18 lutego 2013

Rodział 6


*Perspektywa Harry*

Przyjechaliśmy do domu i od razu każdy z nas zaczął robić różne rzeczy. Każdy osobno. Poszedłem do pokoju i usiadłem na łóżku po turecku. Ciągle męczyło mnie pytanie czemu ona mnie pocałowała czy to coś jej dało?! Poczułem wibracje. Numer nieznany wiadomość. Odczytałem.
`Hazz przepraszam za moje dzisiejsze zachowanie nie powinnam. Wiem jesteś na mnie wściekły bo masz chłopaka, ale ja nie mogłam się powstrzymać .Eleanor. xx

Ale czemu to zrobiłaś? Czuję się strasznie z tym faktem, że ktoś inny całował moje usta! Naprawdę chciałaś bym miał wyrzuty sumienia i czuł się beznadziejnie, bezradnie?! Brawo udało Ci się. Tak się czuję nawet jeszcze gorzej ;c

Harry ja naprawdę nie chciałam. Podobasz mi się bardzo. I tak wiem masz chłopaka dlatego ciężko było mi się opanować. Nie chciałam byś miał wyrzuty sumienia byś płakał i czuł się beznadziejnie. Na prawdę przepraszam.x

Twoje przeprosiny mi nic nie dadzą. Nie sprawią, że zapomnę o tym i będe czuł się lepiej. 

Naprawdę mi przykro. Kocham Cię. x

Nie to nie może być prawda co napisała. Kilka krotnie sprawdzałem to. Ale tam było wyraźne kocham Cię. Świetnie to mi teraz jeszcze bardziej pogmatwała myśli. Kocham tylko i wyłącznie Lou. Nie chcę jej całować, dotykać. Ona mnie nie pociąga. Tylko BooBear mi się podoba. Westchnąłem i Spojrzałem na uchylone drzwi. W samych bokserkach wszedł do mnie Lou mówiąc:
-U mnie jest zimno i smutno. Mógłbym..-nie dałem mu dokończyć tylko powiedziałem
- Tak wskakuj ja idę sie umyć i zaraz przyjdę .
-To ja nam rozgrzeję łóżko-powiedział i zaśmiał się swoim dźwięcznym głosem. Jego śmiech. Och..lekarstwem na smutek. Rozebrałem się i zdjąłem bransoletki stając przed lustrem. Lekko wychudzone ciało. Zmęczone spojrzenie. I te rany na tym głupim nadgarstku. Może tylko mi się wydaje, czy naprawdę je tak bardzo widać? Westchnąłem zakładając bransoletki nawet się nie myjąc  wyszedłem. Lou słodko pochrapywał przykryty kołdrą. Wślizgnąłem się pod kołdrę i przytuliłem do ciepłego ciała Lou. Po chwili usnąłem wtulony w niego.

*Perspektywa Lou*

Ostatnio gdy pokłóciłem się z Harrym i wybiegł z domu pobiegł za nim Niall. Później Hazz z nim wrócił. Wiem, że może dramatyzuję no ale musze porozmawiać z Horanem. On ma na niego jaki kolwiek wpływ. Zauważyłem też, ze raz na jakiś czas rozmawiają i, że po rozmowie z Blondynem Hazz jest inny. Bardziej spokojny i nie jest z nim tak źle. Znów zacząłem dramatyzować! Przeciągnąłem się i pocałowałem mojego chłopaka czule w usta. Udałem się do pokoju Nialla. Muszę wiedzieć co się dzieje z Curlym przecież kocham go to mój chłopak mam prawo do tego! Wszedłem bez pukania i zastałem tam śpiącego Nialla. No tak jakiego widoku spodziewałem się o 8;24? Rzuciłem się na jego łóżko a on zareagował głośnym jękiem. 
-Niall kupię Ci pizze jak ze mną porozmawiasz!-powiedziałem i grzecznie usiadłem koło niego, przyglądając mu się. Włosy miał roztrzepane, usta lekko otwarte. Wyglądał uroczo. Naprawdę.
-Ktoś mówił o pizzy?-powiedział i natychmiast usiadł i spostrzegł mnie.
- Tak ja coś tam wspomniałem.. Ale najpierw porozmawiamy.
-Mów szybko chce już iść jeść-powiedział i zaczął rozglądać się po pokoju. Jeszcze chwila, a zignorował by mnie i zaczął ubierać się.
-Niall skup się to bardzo ważne martwię się..-szepnąłem i spuściłem głowę. Patrzyłem na swoje dłonie i myślałem. Po co ja w ogóle tu przyszedłem? To bez sensu przecież!
-O kogo Lou?-spytał i ziewnął
 -O Harrego.. Ja widzę, że dzieje się z nim coś złego, ale ja nie wiem co on mi nic nie mówi! Nie wiem co mam robić, wiem, że z Tobą rozmawiał Niall proszę pomóż mi -powiedziałem i otarłem spływające łzy. 
-Lou naprawdę nie martw się o niego. Och. wiem łatwo powiedzieć. Jednak ja nie mogę Ci nic powiedzieć. 
-Do cholery Niall!! Nie rozumiesz, że sie martwie?! To mój chłopak a coś się z nim dzieje muszę wiedzieć co !-krzyczałem i machałem rękoma. Byłem tak wściekły, przecież tu chodzi i mojego chłopaka powinienem to wiedzieć.
-Uspokój się Lou wiem, ze nie jest Ci łatwo lecz z nim porozmawiaj, ja obiecałem, że nikomu nie powiem i dotrzymam tej obietnicy. Idź i ze spokojem z nim porozmawiaj i nie krzycz na niego.Powodzenia 
-Dobra Niall dzięki muszę iść -powiedziałem i poczochrałem mu włosy
-Nie ma sprawy Tommo nie spieprz tego. 
Poszedłem do mojego i Hazz pokoju lecz zanim wszedłem wziąłem głęboki oddech. Wiedziałem, że muszę z nim porozmawiać ale jak o czym? Co mam mu powiedzieć. To takie skomplikowane..Pociągnąłem za klamkę i zobaczyłem, że Harry leży z otwartymi oczami wpatrzony w sufit.
 -Hej słońce wyspałeś się?-zapytałem i usiadłem koło niego. Pokiwał głową i spytał:
-Lou gdzie byłeś?-przeszył mnie swoimi zielonymi niczym trawa oczyma
-Byłem u Nialla. -spojrzał na mnie z szeroko otwartymi oczami. 
-Wiesz chciałem trochę z nim porozmawiać o Tobie o tym co się z Tobą dzieje. 
Powiedziałem coś nie tak? Harry momentalnie zerwał się z łóżka i ze łzami w oczach zaczął krzyczeć i wymachiwać rękoma. 
-Błagam Lou powiedz, że Niall Ci nic nie powiedział.
-Harry..-zacząłem ale mi przerwał. 
-Proszę powiedz mi, że nie zdradził Ci tego!-krzyczał i nerwowo chodził po pokoju mrucząć coś pod nosem.Usiadł i oparł się o łóżko płacząc i nadal mówiąc:
-Lou błagam powiedz, że Niall nie powiedział Ci o cięciach. Błagam Lou powiedz, że nic Ci nie mówił. Słyszysz?! Powiedz, że Ci nic nie powiedział. -jego płacz był coraz głośniejszy. Schował twarz w dłonie i cicho próbował się uspokoić. Uklęknąłem koło niego i spytałem:
-Harry głuptasie.. Niall mi nic nie powiedział.. Chwila chwila coś Ty powiedział?
 -Pytałem..tylko czy.. Niall Ci coś ..powiedział..-jąkał się i patrzył na ziemie. Zawsze gdy coś ukrywał, kłamał nie patrzył mi w oczy. Patrzył się na podłogę byle gdzie tylko nie mi w oczy.
-Nie to Hazz. Chodzi o cięcia. Hazz czy Ty..? -Spuścił głowę nic nie mówiąc. 
-Hazz powiedz mi szczerze przecież nie skrzyczę Cię nie dam Ci paskiem w tyłek za to.-powiedziałem spokojnie i dostrzegłem, że podwiją rekaw bluzy i zdejmuje bransoletki.Wyciągnął rękę w moją stronę i pokazał mi okropny widok:

Rozpłakałem się. Mój Hazza okaleczał się. Pociągnąłem nosem i szepnąłem: 
-Czemu? Czemu to zrobiłeś? Hazz jeśli bałeś się mi mogłeś mówić innym. Liam by stanął na głowie by Ci pomóc przecież.
-Lou to nie zaczęło się teraz czy tydzień temu. Jakiś rok temu ten koszmar się zaczął. Nie chciałem was tym męczyć szczególnie Ciebie, wiedziałem, że będziesz się winił. A Liam? Przecież ma kryzys z Danielle. Nie mogę obciążać go jeszcze moimi problemami-powiedział i cicho westchnął
-Hazz przecież mimo wszystko pomoglibyśmy Ci. Powiedz mi... Haz.. miałeś..myśli samobójcze?-szepnąłęm.
 -Tak Lou. Gdyby nie Zayn nie byłoby mnie juz tu. Uratował mnie nieświadomie. Wybuchnąłem płaczem. Mój mały Harry chciał się zabić. Płakałem kilka minut. Nie, to było wycie, szlochanie. Opanowałem się i popatrzyłem na niego, swoimi zielonymi tęczówkami patrzył na mnie. Obserwował mnie.
 -Harry błagam powiedz, że skończysz z tym błagam..-z każdym wypowiedzianym słowem mówiłem coraz ciszej.
-Lou obiecam Ci i co jak złamię obietnicę? To nie takie łatwe-spuścił głowę i bawił się bransoletkami
-Wtedy przyjdziesz do mnie i damy rade. Postaraj się chociaż. 
-Dobrze obiecuję-powiedział i popatrzył mi w oczy. 
-Harry mogę?-spytałem i popatrzyłem na nadgarstek.
 -Mhm--mruknął i przysunął go do mnie. Przed sobą miałem jego pocięty nadgarstek. Delikatnie jeździłem palcami po każdej ranie. To takie smutne. Nigdy nie przyszłoby mi do głowy, że taki wesoły Harry może się samookaleczać.

Pocałowałem jego ręke i każdą ranę. Tak bardzo bolała mnie myśl, że to może przeze mnie? Nie darowałbym sobie tego.
  -Hazz idziemy do reszty na śniadanie? 
-Mhm.. Lou proszę nie mów innym, nie chce byście martwili się o mnie jest w porządku. 
-Skarbie przecież nie jest, doskonale o tym wiesz, ale dobrze nie powiem -powiedziałem i musnąłem jego wargi. Złapałem go za dłoń i zeszliśmy do wszystkich. Już z daleka było czuć, że ktoś coś gotuje. Nie zwracałem uwagi na moje czerwone oczy. Liczył się teraz Hazz i to, że muszę mu pomóc. Usiadłem pomiędzy Harrym i Zaynem a naprzeciw Nialla. Popatrzył na mnie wyczekująco a ja lekko skinąłem głową. Co miało oznaczać, że wiem już o wszystkim.
-Lou dobrze się czujesz? Masz całe czerwone oczy od płaczu?-spytał Zayn 
-Em.. tak Zayn.. jest okay-szepnąłem i spojrzałem w dół
 -Nie brzmisz przekonująco. -powiedział i prychnął pod nosem dodając -Nie chcesz nie mów Lou. Proste.
-Na prawdę, po prostu jestem przemęczony i przez to się pokłóciłem z rodziną, po prostu nakrzyczałem na nich. Jest okay-szepnąłem i dodałem:
-Ja jednak pójdę na górę jestem zmęczony prześpię się .
 -No to powinno dobrze Ci zrobić Lou. Odpoczniesz i poczujesz się lepiej.-powiedział Liam Jak zwykle martwiący się o wszystkich. Mimo własnych problemów każdemu kto jest mu bliski pomoże.  Podreptałem do pokoju Harrego, i rzuciłem się na łóżko z płaczem. Szlochałem w poduszkę. Ja wiedziałem, że stał się bardziej nie ufny, nie zdejmował bransoletek, ale głupi byłem przekonany, ze po prostu tak bardzo się do niech przyzwyczaił. Znów wybuchłem szlochem. Usłyszałem otwieranie drzwi.
 -Lou wszystko okay? 
-Tak Nialler jest okay-powiedziałem i pociągnąłem nosem. Usłyszałem jak drzwi zamyka na klucz i siada koło mnie.
 -Przecież widzę, ze nie jest . Kto jak kto ale Ty bez powodu nie płaczesz, nie szlochasz.-powiedział i pogłaskał mnie po ramieniu
-To takie straszne. A ja głupi nie widziałem tego rozumiesz?! Wiedziałem, że coś jest nie tak ale nie wiedziałem co! -wybuchnąłem po raz kolejny płaczem i wtuliłem się w Nialla.
 -Chyba nie jest, aż tak źle?-powiedział i złożył pocałunek na moim czole.
-Jest Niall tragicznie! Jego nadgarstki widziałeś ! To dla mnie szok . A wiesz co boli najbardziej? Nie to, że one są głębokie. Lecz to, że od roku milczy i nie chce naszej pomocy. Woli sam cierpieć. Przecież pomógłbym mu. Jesteś jeszcze Ty, Zayn, Liam. Któryś by mu pomógł, gdyby nie chciał mojej pomocy-kolejny łzy spływały na jego koszulę.
 -Jak rok Lou? Ja co nie co starałem się mu pomóc. Lecz moje uwagi nie docierały do niego tak jakbym chciał. -powiedział i spojrzał mi w oczy. 
-Gdyby nie Zayn -tym razem nie mogłem się opanować. W głowie wyobrażałem sobie, ze znajduję zakrwawionego Harrego. Okropny widok ja nie chce go stracić. NIE CHCĘ. Nie będzie umiał żyć bez niego. 
-Co z tym ma wspólnego Zayn?!-Niall widocznie był zirytowany i podniósł głos
-On... nieświadomie.. uratował mojego kociaka... od ..śmierci.-szeptałem krztusząc się łzami. Nie umiałem mówić głośno. Za bardzo to mnie boli. Odsunął mnie od siebie i złapał za ramiona. 
-Lou on chciał popełnić samobójstwo? -spytał z przerażeniem i bólem w oczach. Wiedziałem, że Nial traktował go jak młodszego brata. Wszyscy byliśmy dla siebie braćmi.
-Yhym... -spuściłem głowę. 
-Co za gówniarz!-już chciał wstawać tylko go przytrzymałem.
-Nialler nic nie rób. Miałem Ci nie mówić. Błagam nie mów Zaynowi on nie wie. Nikt nie wie prócz nas. Tylko my możemy mu pomóc. Rozumiesz Niall? Nie krzycz na niego błagam. On mi zaufał-szlochałem i patrzyłem na niego. 
-Dobrze Lou. -powiedział i mnie przytulił
-Nialler zawołasz go tu? 
-Okay- złożył pocałunek na moim czole i na odchodne powiedział:-Nie martw się będzie dobrze. Musi być.

*Perspektywa Harrego*

Wiedziałem, że nie powinienem mu mówić. Wiedziałem, że zniesie to tragicznie, ale idiota i mi się wymsknęło. Co ja myślałem? Że pogratuluje mi. Przecież to było jasne, że wpadnie w panikę, histerię. Siedziałem na kanapie i skakałem po kanałach. Udawałem, że czegoś szukam, ale tak naprawdę siedziałem i po prostu myślałem. Ktoś puknął mnie w ramię. 
-Hazz Lou Cię woła na górę-wyrwał mnie głos Blondyna z zamyślenia
-Emm.. dzięki Niall-powiedziałem i poszedłem dość szybkim krokiem na górę. Wszedłem do pokoju i zastałem go leżącego i patrzącego w sufit swoimi czerwonymi od płaczu oczami.
-Lou chciałeś coś ode mnie?-spytałem siadając na skraju łóżka. Popatrzył na mnie oczami pełnymi łez i wyszeptał:
-Po prostu przytul mnie Hazz-od razu przytuliłem go i całowałem we włosy. -
-Louis jest naprawdę okay, przestanę dla Ciebie rozumiesz? Przestanę tylko zacznij się uśmiechać. Twój uśmiech czyni cuda. Uśmiechaj się i kochaj mnie . Nic więcej nie potrzebne mi do szczęścia.
-Obiecuję, że nigdy nie przestanę się uśmiechać. Od jutra dziś chce się poużalać nad Tobą, nad nami. Naprawdę możesz mi wszystko powiedzieć, nie ważne jak bardzo mnie to zrani i jak bardzo będzie to złe. Pomogę Ci we wszystkim Hazz-szepnąłem i musnąłem jego usta.
-Lou... 
-Tak wiem jest okay. A jak się znów coś popsuje? Co jak znów to zrobisz? Ja nie wymagam od Ciebie byś przestał dziś, po prostu uważam, że lepsza była by pomoc psychologa. 
-Jeśli to Cię uszczęśliwi to pójdę i będę tam chodził. Chcę byś był ze mnie dumny. 
-W tej chwili jestem cholernie dumny z Ciebie. Pójdziemy do psychologa nie daleko nas jest zresztą. Tak się cieszę, ze Ci pomogę-powiedział i pocałował mnie w usta
-Ja się cieszę, ze w ogóle chcesz mi pomóc..-powiedziałem i oddałem pocałunek. Położył mnie na łóżku i usiadł na mnie okrakiem. Całował moje usta bardzo zachłannie z minuty na minutę bardziej namiętnie. Wessał się w moją szyję robiąc dorodną malinkę. Jęknąłem. I zdjąłem jego koszulkę. Zrobił to samo wiercąc się na moim członku. 
-Louis nie baw się ze mną!-powiedziałem i jęknąłem jak poczułem  że schodzi z moich bioder. Zaczął się dobierać do spodni. Gdy je zdjął powrócił do moich ust zachłannie je całując. Jego ręka wędrowała po klatce piersiowej, zahaczając o członka. Nagle drzwi się otworzyły i my znieruchomieliśmy. Stanął w nich wystraszony Niall. 
-Ups.. przeszkodziłem -powiedział zakrywając oczy. 
-Chodźcie na obiad.-dodał wciąż z zasłoniętymi oczami.  
-Niall my zjemy na mieście mamy coś jeszcze do załatwienia.-powiedział Lou i zaczął się ubierać. 
-Pewnie ale kupcie mi coś okay?
-Nie martw się o to-odkrzyknąłem mu i spojrzałem na Hazze 
-Ubierz się kocie czym prędziej pójdziemy tym lepiej. Gdy byliśmy gotowi wyszliśmy. Nie zamierzaliśmy jechać samochodem to nie tak daleko, a my chcieliśmy się przejść po prostu. 
-Tak się cieszę, że wreszcie będzie okay-szepnąłem
-Po pierwszej wizycie wcale okay nie bedzie. Lou Ty mnie już umówiłeś ?
-Nie ale Lisa to moja dawna znajoma przyjmie Cię bez zapisu. Weszliśmy do budynku przypominający psychiatryk . Nie wnikam mam nadzieję, że terapia mi pomoże. W środku było miło i przytulnie poszliśmy do recepji i Lou zapytał:
-Jest Lisa Miller wolna?
-Tak a pan kim jest. 
-Bliskim znajomym . Mogłaby ją pani zawołać?
-Mhm 
Po chwili podeszła do nas kobieta. Czarne średniej długości falowane włosy. Z wyglądu wyglądała na miłą. Gdy zobaczyła Louisa uśmiechnęła się i podeszła go przytulić. 
-Co Cię Louis do mnie sprowadza?
-Mam problem z młodym . Chciałbym byś się nim zajęła wiem, ze dasz radę. 
-No dobrze to ja pójdę z nim do gabinetu a Ty poczekaj tutaj -powiedziała i ruszyła przed siebie.
Poszedłem za nią do jakiegoś pokoju na końcu sali. Gdy mnie do niego wpuściła myślałem, że będzie gorzej. Pokój był w morelowym kolorze. Była kanapa i krzesło na przeciwko niej. Ona usiadła na tym krześle, i zapytała:
-Jak masz na imię? Mi mów po prostu Lisa.
-Nazywam się Harry-powiedziałem i popatrzyłem, ze coś zapisuje. 
-To powiedz co Cię tu sprowadza. Dobrze by było gdybyś mówił dużo szczegółów będzie łatwiej Ci pomóc lecz nic na siłę-powiedziała i się ciepło do mnie uśmiechnęła.
-Louis się o mnie martwi. A ja nie chce by przeze mnie się smucił, więc postanowiłem tu przyjść.-zapisała i powiedziała:
-Mhm. Ale bez powodu Louis by się nie martwił.- miała rację. Louis to beztroski chłopak. Gdy nie trzeba niczym się nie martwi. Stara się nie marnować życia na użalanie się nad sobą. Skoro tak bardzo się mną przejął znaczy, że chociaż trochę mnie kocha. Co ja wygaduję?! Mam dziwne myśli. On mnie kocha. SZCZERZE. To nie podlega wątpliwościom. Potrząsnąłem głową by wyrzucić te głupie myśli i odkryłem nadgarstek pokazując rany. 
-Dziś się o tym dowiedział, dowiedział się o em.. mojej.. nieudanej próbie samobójczej.. Och to takie dziwne!-powiedziałem lekko zirytowany
-Harry w tym nie ma nic dziwnego. To normalne, że niektóre sprawy przerosły Cię i zacząłeś się samookaleczać. Z tego da się wyjść jeśli będziesz chciał. 
-Chce dla niego. -szepnąłem
-Wiem zapraszam we wtorki i w piątki do mnie . A teraz mam coś dla Ciebie co mam nadzieje, że pomoże Ci. -powiedziała i podeszła do biurka otwierając szufladę. I w niej grzebiąc. Podeszła i usiadła na tym samym miejscu z zeszytem. 

-Chcę byś tu zapisywał to co się dzieje w Twoim życiu szczęśliwego, smutnego, także jak się potniesz to nic złego, zapisz to napisz dlaczego. Zapisuj tu to co uważasz za ważne. Cokolwiek Ci przyjdzie do głowy.To pomoże Ci. Pomoże też mi Ci pomóc
-Bedziesz to czytać?
-Tak 2 lub 3 razy w miesiącu, ale to nie dotrze do Lou jak nie chcesz. Nie krępuj się tu pisać. Ja nie będę Cię oceniać za to co tu piszesz. Nie mam zamiaru mówić czy to jest dobre czy złe. To ma nam pomóc. Proszę i do piątku-powiedziała i podała mi ręke i zeszyt.
Wyszedłem z nią i spojrzałem na Louis czekającego w poczekalni. Uśmiechnąłem się i podszedłem do niego mówiąc, że poczekam na dworze

*Perspektywa Lou*

-Lisa powiedz szczerze czy jest tak źle z nim?
-Louis samookaleczanie to nie jest choroba z której nie da sie wyjść. On poważnie mówi, że chce sobie z nią poradzić. Jak tak dalej bedzie szło to 3 miesiące i wyjdzie z tego jest naprawdę dobrze-mówiła szczerze potrafiłem to odczytać z jej oczu.
-Naprawdę dziękuję Ci -powiedziałem i przytuliłem ją.
-Nie ma za co. We wtorki i piątki Harry ma tu przychodzić tak ok. 17. Jak sie polepszy to tylko we wtorki zobaczymy Lou muszę iść Pa. -powiedziała i odeszła
-Do zobaczenia-powiedziałem i poszedłem na dwór do mojego Chłopaka.  Siedział na ławce i bawił się telefonem. 
-To co idziemy Hazz?-zapytałem i stanąłem na przeciwko niego. 
-Mhm -mruknął i ruszył.
-Jak było tam w gabinecie? Wiesz mówienie przyszło Ci z łatwością?-spytałem i popatrzyłem na niego. Telefon schował do kieszeni i powiedział.
-Wydaje się być miła i szczera. Myślę, że coś z tego wyjdzie wiesz, że może uda mi się z tego wyjść. W tym zeszycie mam zapisywać co czuję. Trochę dziwnie się z tym czuję, że będzie to czytać, no ale .. Dam rade Louis-powiedział i popatrzył na mnie uśmiechając się.
-Mam nadzieję, że damy radę.
-Damy Louis.-szepnąłem cicho

*Perspektywa Harrego*

Resztę drogi do domu przeszliśmy w ciszy. Przez większość czasu myślałem o tym co mam w tym dzienniku napisać. Zamyśliłem się tak bardzo, że dopiero teraz dostrzegłem, że stoimy pod drzwiami domu. Od razu skoczył do nas Niall z pytaniem. Co mu kupiliśmy. Na śmierć o tym zapomniałem! Och.. Lou pewnie jak byłem w gabinecie wybrał się do sklepu. 

-Em.. Ja idę odpocząć do siebie-powiedziałem i skierowałem się do pokoju. Wygodnie usiadłem na łóżku i otworzyłem notatnik uprzednio sięgając po długopis. 
Właściwie to nie wiem co powinienem tu pisać. To była moja pierwsza wizyta u psychologa. Spodziewałem się czegoś gorszego.  Lisa jesteś bardzo miłą i sympatyczną osobą. Nie wiem co się ostatnio ze mną dzieje. Ciągle bym chciał się tylko ciąć? Czy to złe, że tak mam? Pewnie! I ta moja nieudana próba samobójcza! Nieudana? Nawet nie zaczęta! Wszystko miało być idealne. Miałem mieć pełno cięć. Zamierzałem zaciąć się na śmierć, wziąć tabletki, a każdy głupi wie jak z alkoholem działają. Co za porażka!  Na prawde ciężko jest mi tu pisać bo nie wiem co. Jedyne co wiem to to, że mam tak wielką ochotę się pociąć lecz nie mogę.Każdy mnie by teraz obserwuje. 
Zamknąłem ten cholerny zeszyt i cisnąłem nim o podłogę. Po co ja mam tam pisać?! To jest beznadziejne. pisać co przeżywam , by później ktoś to czytał. Skuliłem się na łóżku i starałem się zasnąć. Naprawdę mam tak wielką ochotę na kolejne rany, że nie wiem czy dam radę się powstrzymać. Schowałem ręce pod kołdrę, z nadzieję, ze ta ochota przejdzie ale tak nie było. Byłem coraz bardziej sfrustrowany. To wszystko jest takie beznadziejne. Całe moje życie, a w dodatku jutro muszę zadzwonić do Taylor. W końcu to moja "dziewczyna"

~~~~~
Kolejny rozdział! Wydaje mi się, że średniej długości. Jestem tak szczęśliwa z tak wielu wejść. Noi pojawiły się 3 komentarze. Bardzo starałam się poprawić wygląd postów czczionkę i mam nadzieję ze wyszło w miare okej. :) Co do rozdziału 7. Mam go dopiero w głowie i to tylko początek. Nie wiem ile zajmie mi coś sensownego napisać. Trochę pogubiłam się nie tylko w opowiadaniu i ten rozdział też był ciężki no ale miejmy nadzieje, że jest okej. Mogę liczyć na 5 komentarzy ? Buziaki! Domi. x
MIŁEGO CZYTANIA|! ;)

piątek, 15 lutego 2013

wow ;o

Nie wierze ;o mam 127 wejść :D Przez 2 dni weszło na mojego bloga 50 osób. Niesamowicie się cieszę. Lecz chciałabym byście klikali tak w ankiecie :D

środa, 13 lutego 2013

Rozdział 5


Na śniadanie zeszliśmy trzymając się za ręce. Chłopcy widząc nas pogodzonych szeroko się uśmiechnęli i powiedzieli:-Naprawdę cieszymy się, że już się nie kłócicie. Usiadłem na przeciwko Nialla, pośrodku Lou i Zayna. Blondyn cały czas zerkał na mnie i się uśmiechał. Wiedziałem, że cieszył się najbardziej z zespołu z tego pogodzenia. Był zapewne przekonany, że już nie sięgnę po żyletkę, lecz jest w błędzie.Zjadłem naleśniki i patrzyłem jak inni jedzą. O dziwo jedzenie mnie nie obrzydzało i miałem ochotę jeść.
 -To co chłopcy całodniowy seans filmowy u mnie w domu z popcornem?-zapytał Zayn.
 -Ja jestem za. Bardzo chętnie . -powiedziałem Wszyscy się zgodzili.
 -To ja i Lou zrobimy popcorn i zaraz do was dołączymy dobrze?
 -To bądźcie za 20 min na górze!-krzyknął na odchodne Zayn i pobiegł za chłopakami.
 -Specjalnie zgłosiłem nas by pobyć trochę na osobności
- Mój mały mądry Chłopaczek -powiedział i pocałował mnie w nos chichocząc.
 -Dobra niech popcorn się robi a my zajmiemy się sobą -powiedziałem wkładając popcorn do mikrofali. Lou oparł mnie o ścianę i zaczął składać na moich ustach całusy. Przeniósł się na szyję wsysając się w moją skórę. Jęknąłem -No to teraz Hazz jesteś mój i niczyj więcej -pocałował mnie znów w usta. Tym razem był to bardziej namiętny pocałunek, pełen uczucia.
 -Lou! Popcorn-wyrwałem się z jego objęć i wyjąłem popcorn.
 -Dobrze, że się nie spalił bo Niall by nas udusił. A to Twoja wina. -spojrzałem na niego groźnie . Po chwili śmiejąc się
-Ale powiedz podobało Ci się Curly-powiedział seksownie i zakręcał mojego loka na swój palec. Bardzo lubiłem, gdy bawił się moimi włosami.
 -No oczywiście Lou. Jeszcze chwila a bym z Ciebie ubrania zaczął zdzierać-powiedziałem i klepnąłem go w pośladek 
-Idziemy BooBear bierz 2 miski. 
-Już kociaku. Poszliśmy na górę, a w pokoju gdzie Zayn miał małe domowe kino chłopcy rzucali się poduszkami. gdy weszliśmy Niall od razu zabrał miskę z popcornem i usiał wygodnie. Ja ułożyłem się wygodnie na kolanach Lou, by ten mógł bawić się moimi loczkami.
 -Więc tak jak zawsze pierwszy film wybiera najmłodszy.-powiedział Liam 
-Dajesz Hazz-powiedział Zayn
- Bardzo chętnie obejrzę Titanica.
 -Trafny wybór kocie-zamruczał mi do ucha Lou.
 -No to oglądamy!-zarządził Liam. Patrzyłem na film jak zahipnotyzowany. Zawsze kochałem go oglądać . Oglądałem go z 1000 razy, lecz za każdym razem płaczę pod koniec. Tak było też tym razem. Wylewałem łzy tuląc się do LouLou. On delikatnie podniósł mnie tak bym spojrzał mu w oczy. Spuściłem wzrok by nie widział moich czerwonych oczu. 
-Oj Hazz Hazz.. Zawsze na tym momencie płaczesz. To takie słodkie. -powiedział i spojrzał w moje oczy dalej mówiąc
-Kocham Cię, kocham  takie chwile jak te. Jak płaczesz, tuląc się do mnie i patrząc mi w oczy. Kocham Twoje oczy nawet jeśli są spuchnięte i czerwone od płaczu. Kocham Twoje usta. Te cholernie malinowe usta, które są takie pyszne. Kocham Twoje dołeczki. Nie umiem się im oprzeć. Kocham Twoje loki. Kocham ich zapach. To jak jednego dnia kręcą się i układają perfekcyjnie, a także to kiedy są proste i sterczą w każdą stronę. Kocham Cię Kociaku.Tak cholernie mocno Cię kocham-powiedział i mnie pocałował. Oddawałem jego pocałunek czując jak spod powiek lecą mi łzy. Odd aliłem się od niego tak by spojrzeć mu w oczy i powiedzieć- Lou bardzo bardzo Cię kocham. -rzuciłem mu się w ramiona mocno go tuląc
. -No już Hazz opanuj płacz oglądamy dalej. 
-Ale Lou to było takie piękne. Kocham Cię -pocałowałem go krótko i usłyszałem jak ktoś pociąga nosem. Spojrzałem na chłopaków i zobaczyłem jak Niall ociera czerwone oczy rękawem bluzy. Przysiadłem się do niego i przytuliłem. 
-To takie wzruszające. Wasza miłość... taka wielka, głęboka. Cieszę się, ze układa się wam -powiedział i znów zaszlochał .-No już nie płacz Niall ..-powiedziałem czochrając mu włosy.
 -Już teraz Ty Niall wybieraj film -powiedział Zayn. -Love Actually .
 -Co wy takie filmy wybieracie?-szepnął zrezygnowany Zayn. 
-Nie martw się jak będzie Twoja kolej wybierzesz coś lepszego-powiedziałem i znów położyłem się na kolanach Lou. Zayn wybrał jakiś film akcji, Liam romans jakiś a Lou horror. Na horrorze usnąłem mu na kolanach.

*Perspektywa Louisa*

-Ciszej chłopcy! Obudzicie go-powiedziałem z wzrokiem zabójcy
 -Zayn przestań wariować!-podniósł głos Payne. 
-No już Zayn przynieś nam poduszkę i kołdrę. Prześpię się z Hazz tu by go nie budzić.
-Już idę-powiedział i wyszedł. W pokoju został tylko Niall.
-Lou on kocha Cię całym sercem.-powiedział cicho
-Wiem Niall i ja do równie mocno kocham.
-Nie Lou.. yh.. trudno mi o tym mówić.. czasem wygląda to tak jakbyś nim zaspokajał swoje potrzeby seksualne. Ale wierze, że tak nie jest-powiedział i spuścił głowę 
-No pewnie, że tak nie jest! Kocham go i zawsze będe nie opuszczę go. Naprawdę Niall.-popatrzył na mnie ziewnął i powiedział: 
-Mam nadzieję, że go nie skrzywdzisz. A jeśli skrzywdzisz to kiepsko z Tobą będzie-zaśmiał się
-Zostajesz z nami tu Niall na noc?
-Nie nie chcę wam przeszkadzać.-zaśmiałem się
- W czym? Hazz śpi .No zgódź się. Położysz się między nami.-No dobrze-powiedział i w tym momencie wszedł Zayn. Z 2 kołdrami i 2 poduszkami. 
-Dzięki stary-powiedziałem i poklepałem go po ramieniu
.-Nie ma za co Tommo. Miłej nocy-powiedział i wyszedł. Niall przykrył 1 kołdrą Harrego a drugą nas. Wtuliłem się w ciało Horana i usnąłem


*Następny dzień rano*


Obudziło mnie łaskotanie w buzię i ciężar leżący na mnie. Jęknąłem i otworzyłem oczy. Leżał na mnie Niall, z roztrzepanymi włosami na mojej twarzy. Mruknąłem
 -Niall.. wstań jesteś ciężki. Jęknął ale się nie ruszył. Lekko go walnąłem i powiedziałem mu do ucha:
-Niall wstawaj. Zaczął się wiercić na mnie i otwierać oczy. Spojrzał na mnie i szybko zszedł ze mnie.-Przepraszam Lou zrobiłem to nieświadomie.
 -Nie szkodzi tylko trochę ciężki jesteś. Zaśmiał się głośno lecz walnąłem go w tył głowy. 
-Ejj!-powiedział oburzony


-Za co to?!
-Obudzisz mojego skarba!
-Och przepraszam.-powiedział dość głośno, że Harry zaczął się wiercić -I co zrobiłeś Niall?-westchnąłem i usiadłem okrakiem na Hazzie. Składałem pocałunki na jego malinowych wargach, on złapał mnie za pośladki, że jęknąłem i chciał zdejmować moją koszulkę
-Nie przy mnie Hazz -powiedział z wyrzutem Niall . 
-Och takie pobudki chcę codziennie-powiedział rozmarzony Hazz tuląc Lou do piersi.
-Zakochańce chodźcie na śniadanie-powiedział Niall i wyszedł. 
-Za 5 minut na dole!-krzyknął na odchodne.
-LouLou mam na Ciebie ochotę -powiedział i przygryzł wargę.
-Haz musimy iść na dół. Pamiętasz ma dziś wpaść Paul do nas i nam coś oznajmić
-No to chodźmy -powiedział i złapani za ręce zeszliśmy zastając tam chłopców i nieznajomą mi dziewczynę. Podszedłem do niej i powiedziałem:
 -Cześć jestem Harry. Miło mi Cię poznać-uśmiechnąłem się. Zachichotała i powiedziała
-Eleanor mi również.
 -Już Harry skończ. Musimy porozmawiać. Ostatnio mieliście takie mini wakacje, bo Liam skarżył się, że przemęczeni jesteście. Teraz zaczynamy pracę od tego momentu. Ubierzcie się przyzwoicie i wychodzimy. -powiedział i zmarszczył czoło
-Lou i Eleanor zostańcie musimy coś uzgodnić. Reszta może iść. 

*PERSPEKTYWA LOU* 

  Usiadłem na przeciwko Paula, ale obok Eleanor. 
-Louis nie możesz zachowywać się tak jak ostatnio zrozumiano? 
-Tak zrozumiałem coś jeszcze? muszę się przygotować 
-Macie iść za ręce uśmiechać się i wyglądać na zakochanych nie wiem jak to zrobicie, ale macie wyglądać na zakochanych! Rozumiecie? 
-Tak-odpowiedzieliśmy równo i ja poszedłem się przygotowywać do nagrywania. Zapewne przed studiem będą fanki więc nie mogę wyglądać byle jak.Przed wyjściem zebraliśmy się w salonie by Paul oznajmił, że możemy tak się pokazać ludziom.
Do studia na piechotę szło się 15 minut. Więc postanowiliśmy się przejść. Chłopcy szli przede mną i Eleanor śmiejąc się. My szliśmy cicho i się uśmiechaliśmy. Oczywiście trzymaliśmy się za ręce. Zaobserwowałem, że El zmyła makijaż. Stała się bardziej naturalna.
Stanąłem na przeciwko jej i złapałem ją za ręce patrząc na nią.
 -Yh.. El.. Ja naprawdę żałuję moich słów jak się poznaliśmy poniosło mnie. Nie powinienem oceniać Cię po wyglądzie ciuchach makijażu. Jestem zwykłą ciotą. Ale naprawdę chciałbym by było między nami dobrze.. 
-Lou ja się nie gniewam. Też  nie chcę się kłócić 
-To co przytulenie na zgodę?-powiedziałem i się uśmiechnąłem
 -Pewnie -powiedziała i się we mnie wtuliła. 
-No już Lou chodź bo nie dogonimy reszty.-powiedziała i pociągnęła mnie za rękę. Przed studiem rozdałem kilka autografów i po 30 minutach musiałem dołączyć do chłopaków. Musimy zacząć nagrywać nowy materiał na nową płytę.

*Perspektywa El*

Siedziałam na kanapie i przysłuchiwałam się ich głosom na żywo. Jestem ich wielką fanką. Dziwne nie? Fanka chodzi z Louisem tym z One Direction. Ale ja go wykorzystuję. To nie on podoba mi się najbardziej z zespołu. Samolubne nie? Przysłuchiwałam się jak śpiewał Harry. Przechodziły mnie ciarki. To jak seksownie poruszał ustami i się uśmiechał. Chyba łatwo odgadnąć kto mi się podoba. Jego seksowne kocie ruchy. Och.. muszę się opanować. Nie mogę do niego się dobierać. On ma chłopaka który jest teraz ze mną? Ale to pokręcone! Skarciłam się w myślach i starałam się skupić się na Lou i znaleźć coś w czym się zakocham. Bardziej niż w Harrym. Lou ma całkiem fajną pupę. Pewnie fajna do macania. Nagle zaczęłam sobie wyobrażać sobie jak Harry ją maca. To już przesada Calder! Krzyknęłam na siebie w myślach i myślałam dalej. Jego oczy są piękne ale nie dorównują oczętom Hazzy. Nagle w moich myślach pojawiły się obrazy w których Lou wił się pod wpływem dotyku Hazzy. Zrobiło mi się strasznie gorąco. To już przesada myśleć o tym. Zauważyłam, że chłopcy mi się przyglądają ze skupionymi myślami. 
-Nie będziecie mieć nic przeciwko jak wyjdę na dwór się przewietrzyć? 
-Źle się czujesz ?-spytał Liam.
 -Troszkę mi duszno ale jest ok. -powiedziałam i wyszłam na dwór. Trzęsącymi rękoma dotknęłam lodowatej poręczy i starałam sie oddychać równo. Co się ze mną dzieje ostatnio? Nigdy takich myśli nie miałam przecież. Usiadłam po turecku na zimnej podłodze opierając się plecami o barierkę której niedawno się trzymałam.Słyszę jak drzwi się otwierają i ktoś wychodzi na dwór.
 -Dobrze się czujesz?-trochę zachrypniętym głosem pyta Harry. Jeszcze jego tu brakowało pomyślałam.
 -Tak już jest dobrze-szepnęłam i popatrzyłam na niego. Jego loki pod wpływem wiatru rozwiewały się w różne strony. To nawet seksowne było pomyślałam. Usiadł tak jak ja opierając kolanami o moje. Gdybym mogła się odsunąć napewno bym to zrobiła ale nie miałam jak. Spojrzałam na jego usta. Miałam tak wielką ochotę by go pocałować.. ale Lou. Właśnie. Calder raz się żyje. Pomyślałam i musnęłam jego usta. Oderwałam się i spojrzałam na zszokowanego Harrego. 
-Co to było?-spytał.
 -Przepraszam nie powinnam zapomnij.-powiedziałam i poszłam do chłopaków. Istnie wariowali. Niall gonił Zayna. Payne biegał za nimi z ręcznikiem krzycząc, że mają się uspokoić. Próbował tym ręcznikiem ich przestraszyć, ale oni nie zamierzali się ich bać. Lou ich nagrywał i głośno się zaśmiewał. Stałam w progu i ich wszystkich obserwowałam. 
-Przepraszam-powiedział cicho ktoś za mną. Odwróciłam się i zobaczyłam tam Harrego który wpatrywał się we mnie swoimi zielonymi oczami.
-Och proszę..-powiedziałam i się odsunęłam. Usiadłam spokojnie na kanapie i wyjęłam zeszyt z torby. Kiedyś często zapisywałam tam co czuję. Ostatnio nie miałam czasu więc teraz to nadrobię. Otworzyłam pamiętnik na ostatnim wpisie i spojrzałam na datę: 17.12.2012r. Wpisałam dzisiejszą datę 19.01.2013r.
Wiem wiem długo nie pisałam. Znowu miałam pełno sesji zdjęciowych, pokazów mody czy na wybiegach chodziłam. Ostatnio mam mało urozmaicone życie uczuciowe nie?Och! Nie napisałam, że od wczoraj mam "chłopaka"LOUISA TOMLINSONA. Tak tak tego sławnego Louisa z One Direction. Muszę udawać jego ukochaną dziewczynę wbrew mojej woli. No niby się na to zgodziłam więc nie powinnam narzekać, no ale zawsze znajdzie się jakieś ale. Lou to naprawdę świetny chłopak mimo tego, że już przy poznaniu pokazał mi swoją wybuchową stronę krzycząc na mnie i wyzywając. Wybaczyłam mu dziś. Ale nie o tym chciałam pisać. Zagapiłam się. Najprzystojniejszym członkiem z 1D oczywiście, że jest HARRY! To nie podlega wątpliwości przecież. Jego loki, pięknie zielone oczy, słodki uśmiech z tymi zajebistymi dołeczkami. Zapewne teraz uśmiecham się jak idiotka no ale cóż.. Zapomniałam napisać o małym szczególe właściwie to wielkim. Pocałowałam Harrego. Tak wiem on jest w związku z Louim! Nie powinnam, ale nie mogłam się powstrzymać. Siedział tak blisko mnie musiałam, teraz żałuję leży na kanapie skulony i prawdopodobnie płacze. Chyba czeka mnie i jego rozmowa poważna ale to nie dziś-napisałam i przewróciłam kartkę pisząc dalej-Jestem pieprzoną idiotką i egoistką, która myśli tylko o sobie. Jak mogłam się tak zachować?!-Napisałam i szybkim ruchem zamknęłam zeszyt. 
-Nie jesteś idiotką i egoistką -powiedział ktoś za mną . Tym ktosiem okazał się Louis. 
-Przeczytałeś wszystko co napisałam!?-pisnęłam przerażona.
 -Nie tylko te 2 zdania na tej kartce co przewróciłaś
-Och westchnęłam i spojrzałam na Harrego. Nadal leżał w tej samej pozycji mianowicie:Skulony na kanapie. Jego loki całkowicie zakrywały jego twarz, więc nie mogłam dokładnie ujrzeć w jakim stanie był. Lecz przypuszczam, że płakał. Uniósł lekko głowę i rękawami marynarki przetarł twarz. Teraz jestem pewna, że musiał płakać. Pociągnął nosem i znów schował twraz w poduszki. Westchnęłam i spostrzegłam, że Lou klęczy nad nim i głaszcze go po lokach. Brawo Clader przez Ciebie Hazz płacze

*Perspektywa Harry*

Od kilkunastu minut leżę bezczynnie na tej cholernej kanapie. Mam tego dość, ale nie umiem się podnieść i spojrzeć Lou w oczy. Czemu ona mnie pocałowała?! Doskonale wiedziała, że kocham Louisa i nie chciałbym go zdradzić  Ale no tak jakby to zrobiłem? Nawet nie odwzajemniłem tego pocałunku.Ale czy to ważne? Nie czuję się z tym dobrze, że ktoś inny niż Lou całuje mnie w usta. W mojej głowie panuje istny bałagan. Który powoli mnie przerasta. Nie wiem co myśleć. Głowa mnie os tego wszystkiego boli. Poczułem jak ktoś mnie głaszcze po lokach i szepcze do ucha: 
-Hazz kocie co się dzieje? -To Lou. Pociągnąłem jedynie nosem i nic mu nie odpowiedziałem. 
-Kociaku mi możesz wszystko powiedzieć tak? Przetarłem ponownie oczy i spojrzałem na niego czerwonymi od płaczu oczami.
 -Lou co będzie jak któryś z nas odejdzie?-szepnąłem
 -Hazz ja nie zamierzam od Ciebie odchodzić -powiedział i pocałował mnie w czubek nosa.
 -To dobrze Lou bo bez Ciebie bym nie wytrzymał. Wiesz za bardzo Cię kocham. Nie umiem żyć bez Ciebie. Uzależniłem się os Ciebie. Lou..-szlochałem.
-Błagam nie zostawiaj mnie nigdy dobrze? Bardzo Cię proszę -szepnąłem i rzuciłem mu się w ramiona przewracając go na podłogę i gniotąc swoim ciałem. 
-Hazz przecież wiesz, że Cię nie zostawię tak?- milczałem po prostu leżałem wtulony w niego nie odpowiadając.
 -Kochanie wiesz o tym tak? 
-Tak wiem-szepnąłem i wpiłem się w jego usta.
 -Kocham Cię Lou. Najbardziej na świecie. 
-Ja Ciebie też Haroldzie. 
-Nie lubię jak tak do mnie mówisz-powiedziałem poważny 
-Wiem. 
-Chłopcy możemy jeszcze raz przećwiczyć Kiss You i wracać do domu już?-jęknął Liam. 
-Nie najpierw do Mc Donalds Zayn mi obiecał-zaczął się wydzierać Horan. 
-Wstąpimy do Mc Donalds ale na WYNOS -podkreślił Liam 
-Mi tam pasuje nie wiem jak wam. No czym szybciej skończymy tym szybciej się najemy ruchy ruchy-zaczął gadać nakręcony Niall.

*Perspektywa Louisa*

Od incydentu na kanapie jak Harry płakał przyglądałem mu się. Och. ostatnio zrobił się smutny i bardziej wrażliwy? On zawsze był wrażliwy, ale ostatnio to coraz bardziej. Teraz płacze błaga mnie bym go nie zostawiał, jak wyznawałem mu miłość też płakał. Martwię się o niego i to nie bez podstawie  Unika jedzenia różnymi wymówkami `źle się czuję/ dopiero wstałem nie jestem głodny/przed chwilą jadłem` A może ja po prostu jestem przewrażliwiony? Och bardzo możliwe. Ale to przecież nie dziwne, że troszczę się o kogoś kogo kocham tak?

*Perspektywa Zayn*

Niall od 10 minut zamawia jedzenie. Jeszcze kolej Lou i wreszcie do domu. Właśnie próbuję się z nim skontaktować od kilku minut a on wielce zapatrzony w ścianę. Co się ze wszystkimi dzieje? Staliśmy się nerwowi, coraz mniej ze sobą rozmawiamy, nasze kontakty oziębły. Nie wytrzymuję, gadam do Louisa a on nie raczy odpowiedzieć na pytanie co zamawia! Nie wytrzymałem pacnąłem go w głowę aż się w moją stronę odwrócił z morderczą miną
 -Stary co sie z Tobą dzieje?! Pytam się od 5 minut co zamawiasz a Ty nie raczysz odpowiedzieć-powiedziałem z wyrzutem. 
-Przepraszam zamyśliłem się.. ja poproszę 2 Hamburgery i dużą Colę -powiedział i znów się odwrócił w stronę szyby. Co za ludzie.

*Perspektywa Niall*

To co się dzieje w zespole przytłacza mnie. Czemu? Dlatego, że nie potrafimy ze sobą porozmawiać. Z dnia na dzień coraz bardziej się od siebie oddalamy. Staram się być dla Harrego wsparciem, lecz ja powoli też załamuję się. Ostatnio sięgnąłem po żyletkę. Po co?! Przecież wiem, ze tak się nie rozwiązuje problemów. Po prostu jest mi ciężko na to wszystko patrzeć. Ja i Harry zawsze byliśmy tymi najwrażliwszymi z zespołu  Nie lubię czuć się samotnym i nie wiedzieć co ze sobą zrobić  Tak było wczoraj. Siedziałem na łóżku i przez głowę przeszło mi, że nie ma przy mnie nikogo kto by mnie wspierał. Rozwaliłem maszynkę do golenia i takim oto sposobem dostała się w moje ręce żyletka. Niebezpieczny przedmiot. Obracałem go w dłoniach i myślałem, czy warto jednak to zrobić. Uznałem, ze warto. Ale nie umiałem. Przysunąłem róg ostrza do nadgarstka i bałem się pociągnąć. Czułem jak strach mnie paraliżuje powoli. Przez głowę mi przemknęło , że jestem pieprzonym tchórzem. I tak naprawdę przez to pociągnąłem.
Pociągnąłem raz i wtedy poczułem,że nie powinienem. Szybko wrzuciłem żyletkę do szuflady i chusteczką z biurka starałem się zatamować krew. Po kilku minutach udało mi się. Ale żałowałem tego, bo jak to zrobiłem to taki dziwny spokój poczułem. Zapomniałem dlaczego to zrobiłem. Czy to oznacza, że tak jak Hazz uzależnię się od cięć? Miejmy nadzieję, że nie. Bo tnąc się nie pomogę jemu. A to to jest w tej chwili najważniejsze prawda?
~~~~
Kolejny. Teraz będe dodawać trochę rzadziej znaczy co jakieś 4-5 dni. Już nie mam zapasowych rozdziałów, a muszę przemyśleć o czym mają być kolejne. Mniej więcej wiem, ale chce by te rozdziały były jak najlepsze. Proszę o komentarze!

piątek, 8 lutego 2013

Rozdział 4!



*Perspektywa Lou*

Zaparkowałem pod budynkiem w którym miałem się spotkać z Paulem. Wszedłem na 3 piętro i zapukałem. -Proszę -odkrzyknął Wszedłem i powiedziałem ciche
-Cześć .
 -Lou nim ją poznasz porozmawiajmy. Wiesz, że nie chce się wtrącać między Ciebie a Harrego.
-Ale to robisz-wysyczałem przez zęby.
 -Martwię się o zespół. Ludzie nie są tolerancyjni! Zrozum to! Nie zaakceptują 2 gejów!-krzyknął 
-My nie chcieliśmy się ujawniać. Przed kamerami chcieliśmy być przyjaciółmi! A Ty się wtrącasz w nie swoje sprawy!
-Uprzejmiej proszę! -krzyknął miał dokańczać lecz przerwało mu pukanie.
 -Proszę-powiedział miłym tonem. Do pokoju weszła dziewczyna:
                                                                                                  Jej twarz była pomarańczowa. Zaśmiałem się i powiedziałem:


 -Boję się Ciebie dotknąć by tapeta Ci nie odpadła.
 -Lou bądź miły. -upomniał mnie Paul 
-Dla tej tapeciary z pomarańczową mordą? Nigdy . Skrzywiła się. 
-Nie martw się Eleanor on tak mówi bo przez Ciebie musi udawać, że Cię kocha. Polubi Cię.
 -Nie nie mam zamiaru . Jesteś sztuczna. Tapeta nie robi z Ciebie piękności. -prychnąłem
 -Louis do jasnej cholery zamknij się już!
 -Nie mam zamiaru. Nie chce spotykać się z plastikiem! Nie chce tego nie rozumiesz?! Nie chce patrzeć na jej pomarańczową mordę! Jej cycki też są pewnie sztuczne. Jak cała ona. -popatrzyłem na nią . Płakała i wybiegła.
 -Już idź Louis przyjdź jak ochłoniesz. Bez słowa wyszedłem trzaskając drzwiami. Wsiadłem do samochodu i jak najszybciej postanowiłem do niego dotrzeć. Do mojego Harrego. Co z tego, że złamałem wszystkie przepisy. Wszedłem do domu i zastałem wszystkich prócz Harrego w salonie.
 -Gdzie Hazz?
-W pokoju śpi źle się czuł-powiedział Niall. Poszedłem do siebie do pokoju i położyłem się na łóżku.
*Perspektywa Harrego*

Powiedziałem chłopakom, że źle się czuję . Lecz kłamałem. Wiem nie powinienem. Ale po prostu nie wiem co się ze mną dzieje. Raz się uśmiecham a za 5 minut myślę znów o śmierci. Przecież w moim życiu nic złego się nie dzieje więc czemu mam takie myśli? Nie wiem. Napisałem smsa do Lou.
`Jak wrócisz od Paula to przyjdź. Czekam. Twój Harry.x
Nie byłem przekonany, że już wrócił od niego. Byłem nie mało zdziwiony gdy po minucie przyszedł do mnie. Położył się koło mnie i mocno przytulił.

 -Lou jaka ona jest?
-Tapeciara kilo tapety na mordzie sztuczne cycki . Zacząłem ją wyzywać. Popłakała się i wyszła. Rozumiesz? A jak bardzo Paul się na mnie zezłościł.-zaczął się śmiać.


Popatrzyłem na niego smutnym wzrokiem i powiedziałem. 
-Lou nie ważne jak bardzo jej nie lubisz, nie ważne, że przeszkadza nam w byciu szczęśliwym powinieneś mieć do niej szacunek. Nie powinieneś jej upokarzać tam. To, że tak się maluje nie czyni jej gorszej od normalnych dziewczyn. Naprawdę miej trochę szacunku do kobiet.
 -Hazz obydwoje wiemy, że gdybyś ją poznał byś tak samo zareagował. 
-Nie ja bym jej nie upokorzył. Bym się przedstawił i wyszedł. Jak Ty byś się czuł na jej miejscu? 
-Nie dramatyzuj już tak. Jak pieprzysz co noc kobiety to robisz to z szacunku do nich? Spójrz na siebie a potem na mnie! 
-Nie przespałem się z żadną odkąd jesteśmy razem. Zmieniłem sie i zrozumiałem, że kobiety zasługują na szacunek! 
-Przestań pierdolić suka zawsze będzie suką. Zresztą kim Ty jesteś by mówić mi co mam robić?! Do cholery kim jesteś!?-krzyknął . Zabolały mnie te słowa.
-Zapomniałem jestem nikim. Nikim nic nie znaczącym!-krzyknąłem i wyszedłem z pokoju. W pośpiechu założyłem bluzę i wyszedłem trzaskając drzwiami. Słyszałem jak chłopaki mnie wołają, ale nie miałem zamiaru się wrócić. Poszedłem do kiosku kupiłem żyletki i paczkę papierosów. Po drodze wstąpiłem po alkohol i skierowałem się do parku. Usiadłem na ławeczce . Łzy skapywały po moich policzkach. Właśnie osoba którą kocham bezgranicznie dała mi do znaczenia, że jestem dla niej nikim. Podciągnąłem rękaw bluzy i bransoletki. Ostatnie rany do końca się nie wygoiły. Rozpakowałem z papierka żyletkę i przyłożyłem do nadgarstka. Pociągnąłem i spojrzałem przed siebie. Miałem tego nie robić. Popatrzyłem na spływającą krew. Pociągnąłem drugi raz i wyrzuciłem je daleko od siebie szlochając. Odkręciłem wódkę i zacząłem pić. Też nie powinienem. Ale czy to ważne? Czy komuś zależy na tym czy piję czy nie? Nie. No właśnie nikomu nawet jemu. W kilka minut wypiłem całą butelkę położyłem ją koło mnie. Napisałem smsa do Nialla.
`Jestem w parku. Na ławce . Przyjdź . Ale sam. Potrzebuję Cię. Złamałem obietnicę. Błagam . przyjdź. Nie dam sobie rady. Hazz xx.
 napisałem i zacząłem szlochać. Przecież on doskonale wie, że jestem wrażliwy, ale mimo to postanowił to powiedzieć. Rozpakowałem paczkę fajek i zapaliłem. Poczułem wibrację.
Już wychodzę Hazz. Nie martw się . Cieszę się, że mi o tym mówisz. Porozmawiamy jak przyjdę Trzymaj się. xx
Zaciągnąłem się papierosem. Wypatrywałem go. Kilka minut i się nie zjawiał. Położyłem się na ławce i się skuliłem. Nie było mi zimno. To raczej z bezradności i samotności. Zacząłem znowu szlochać. Dostrzegłem go wypatrywał mnie. Gdy mnie zobaczył podbiegł i uklęknął koło mnie. 

-Hazz będzie dobrze słyszysz mnie? Pokaż mi rany. Trzeba odkazić.-powiedział.To miłe, że ktoś się o mnie tak martwi. Wyjął z kieszeni wodę utlenioną, gazę i bandaż.  Gdy polał wodą utlenioną syknąłem i odwróciłem głowę. Był taki skupiony na tym. Delikatnie zawijał moją rękę. Gdy skończył powiedział :
 -Skończone. Możemy porozmawiać?
-Pewnie. Niall.. miałeś rację. Moje życie nie jest nic warte.. codziennie mam myśli by ze sobą skończyć..-otworzył usta by coś wtrącić więc szybko dodałem- ale to dzięki Tobie nie mam zamiaru się zabijać. Obiecuję-szepnąłem i spojrzałem na ziemię tak mi było wstyd. 
-Hazz.. wszystko będzie ok! Damy radę przecież wiesz, że Cię nie zostawię.]
 -Dziękuję Niall.. naprawdę gdyby nie Ty to nie wiem co by było nawet Louis..postanowił, że nie jestem już mu potrzebny -załkałem cicho. 
-Już nie płacz chodź idziemy do domu. By się nie martwili. -powiedział i pomógł mi iść bo trochę miałem z tym problemy. Powolnym krokiem doszliśmy do naszego domu. Weszliśmy do przedpokoju i Niall oparł mnie o ścianę . Chciał się rozebrać i mi pomóc, lecz ja upadłem na kolana z głośnym jękiem. 
-Hazz wstawaj -powiedział Niall i próbował mi pomóc. Moje nogi nie chciały ze mną współpracować . Blondyn nie był wystarczająco silny, by pomóc mi więc postanowiłem doczołgać się do schodów i później iść na czworakach.  Gdy dotarłem do pokoju rzuciłem się na łóżko lecz po ciemku źle wycelowałem i z jękiem upadłem na kolana. Podniosłem się i położyłem na łóżku bez problemów

*Następny dzień Harry*

Promienie słońca obudziły mnie. Przykryłem się kołdrą i chciałem dalej spać. Nie chciałem rozmawiać z chłopakami. Lecz nie mogłem zasnąć. W bokserkach i niedbale założonej, rozpiętej bluzie zszedłem na dół do kuchni. Nie pewnym krokiem do niej wszedłem i powiedziałem ciche hej. Każdy prócz Lou mi odpowiedział. Spojrzał na mnie Liam i jego wzrok był przerażony.

-Harry co Ci się stało? Kto Ci to zrobił? -pisnął i podszedł do mnie i zaczął oglądać moją kość biodrową i pościerane kolana. 
-Nikt spokojnie. Wczoraj wieczorem się wywróciłem w przedpokoju i starłem kolana. A potem jak rzucałem na łóżko nie wycelowałem w nie i upadłem na podłogę zagoi się Liam. On tylko westchnął i powiedział: -Śniadanie gotowe. 
-Dziękuję -powiedziałem i usiadłem na przeciwko Louisa i koło Nialla innego miejsca nie miałem.Patrzyłem się w swój talerz . Zjadłem 2 kanapki i powiedziałem.-Ja idę się przebrać. Jak coś jestem w pokoju. Oczywiście na początku skierowałem się do toalety i zmusiłem się do wymiotów. Wyszorowałem ząbki i ubrałem sie w dresy i bluzę pierwszą lepszą. Zszedłem na dół do salonu gdzie chłopcy siedzieli. Usiadłem w fotelu i objąłem rękoma kolana. Siedziałem tak dość długo nie zwracałem uwagi na to co się dzieje koło mnie. Po prostu myślałem. O mnie. O Lou. O Niallu. O śmierci. O wszystkim. Z moich przemyśleń wyrwał mnie głos Lou.
-Możemy porozmawiać Hazz? 
- Nie Lou to nie jest konieczne. Już mi wszystko powiedziałeś -szepnąłem i pobiegłem na górę. Zamknąłem drzwi na klucz i rzuciłem się na łóżko z płaczem. Louis walił pięściami w drzwi i krzyczał byśmy porozmawiali, lecz po 15 minutach mojej ciszy odpuścił. Poszedłem do toalety i spojrzałem w lustro. Podpuchnięte oczy, już nie tak zielone jak niedawno temu. Ciało w siniakach i wychudzone. I przede wszystkim cholerne blizny na nadgarstku. Ze wściekłością zerwałem bandaż z ręki i z całej siły walnąłem w lustro. Moja ręka momentalnie pokryła się krwią a ja szlochałem. Tak bardzo chciałem by ktoś mnie przytulił. Upadłem na podłogę i schowałem twarz w ręce. W celu uspokojenia zacząłem się bujać w przód i tył. Nagle do łazienki wparował Niall. Spuściłem głowę. Zapewne dokładnie przyjrzał się łazience i upadł na kolana przede mną . Mocno mnie do swojej piersi przycisnął a ja zwyczajnie moczyłem mu koszulkę. 
-Hazz .. daj rękę musimy powyjmować szkła. Pociągnąłem nosem i wystawiłem rękę przed siebie. Bałem się spojrzeć mu w oczy. Obiecywałem miałem sie powstrzymywać przed tym, a nie ciągle sprawiać mu ból. Nim się zorientowałem dłoń miałem owiniętą bandażem.
 -Hazz.. nie powinienem się wtrącać, ale czemu pokłóciliście się z Lou? Przecież wy doskonale sie rozumiecie. 
-Niall.. powiedziałem, że kobiety zasługują na szacunek i nie powinien upokarzać Eleanor, on mi odpowiedział, że pieprząc dziewczyny w klubie im nie okazywałem szacunku . ii.. że .. ja nie mogę zwracać uwagi.. bo jestem dla niego nikim. Te słowa tak bardzo mnie dotknęły. Nikt nie sprawił mi większej przykrości niż on tymi słowami..
 -Harry.. dogadacie się zobaczysz. Lecz może to potrwać. Hazz dziś przenocujesz u mnie w pokoju dobrze? Przytulę Cię i dopilnuje byś nie miał koszmarów dobrze? 
-Dobrze dziękuję -wychlipałem. On jedyny wiedział, że coś jest ze mną nie tak. Szanował to co robię i chciał mi pomóc. Doceniam to.  Otarłem oczy z łez i blado się uśmiechnąłem. Jeszcze raz wtuliłem się w Horana i wstałem. Przebrałem się w jeansy i marynarkę. Poprawiłem loczki i wyszedłem. Gdzie? Do klubu. Po co? By zapomnieć o tym jak mnie skrzywdził. Znowu. Wszedłem do pierwszego lepszego baru i poprosiłem o kilka najmocniejszych drinków.
Wypiłem wszystkie po kolei. I powiedziałem: -Poproszę to samo. Kelner się nie odezwał tylko zrobił je i poszedł obsługiwać innych klientów. Wypiłem wszystko i chwiejnym krokiem poszedłem do domu. Kołysałem się podśpiewywałem sobie, aż wkońcu znalazłem się w domu i wpadłem na wściekłego Lou. 
-Gdzieś Ty był ?! -W klubie. Nie powinno Cię to interesować 
-Interesuje się tym bo Cię kocham debilu!
 -Szybko zmieniasz zdanie wczoraj jestem nikim dziś mnie kochasz. I nie masz prawa mnie wyzywać-syknąłem przez zęby i poszedłem do pokoju.Rzuciłem się na łóżko i usnąłem.

*Następny dzień rano*

Obudziło mnie pukanie do drzwi.

 -Dajcie mi spać ludzie!-krzyknąłem i przykryłem się kołdrą. Pukanie nie ustawało więc wściekły podszedłem do drzwi i gwałtownie je otworzyłem. Przed drzwiami stał zszokowany Lou. 
-A to Ty..-powiedziałem i chciałem zamknąć mu drzwi przed nosem.
-Nie pozbędziesz się mnie tak szybko. Musimy porozmawiać Hazz
- Nic nie musimy już wszystko mi wszystko powiedziałeś. Żegnam -powiedziałem i chciałem zamykać drzwi lecz mi nie pozwolił
.-Kurwa Curly!  Zrozum, że kocham Cię najbardziej na świecie! Zachowałem się jak ciota rozumiem, ale nie obrażaj się tak bardzo! Przecież jest mi bardzo przykro!-krzyczał ze łzami w oczach
-Lou.. Twoje słowa bardzo ale to bardzo bardzo mnie zabolały. Rozumiesz? Nikogo słowa nie bolą tak bardzo jak wypowiedziane przez tak ważną osobę.-spuściłem głowę. 
-Wiem Hazz.. ale ja już tego nie zrobię. Za bardzo brakuje mi Ciebie Twoich ust włosów pośladków. Hazz wybaczysz mi? 
-Przecież wiesz, że nie umiałbym nie wybaczyć Ci BooBear -powiedziałem i wpiłem się w jego usta zachłannie. Całowaliśmy się do utraty tchu.


~~~~~~~~~
Proszę o komentarze. Nawet jedno słowo. Proszę. Muszę wiedzieć czy czyta ktoś.

niedziela, 3 lutego 2013

Rozdział 3!




-Do rzeczy Niall .. -popatrzyłem na niego. Na twarzy malował mu się niepokój i niepewność. Jąkał się. 
-Czasem pod wpływem emocji podejmujemy niewłaściwe decyzje i niszczymy sobię psychikę lub życie.. Wiesz chodzi o cięcie 
-Domyślam się kontynuuj . -powiedziałem i posłałem mu delikatny uśmiech
-Chodzi mi o to, że cięcie nie jest wyjściem. Boo.. jak spróbujesz raz chcesz więcej i więcej.. to taka powolna śmierć. A ja nie chcę byś umierał. Nie wyobrażam sobie, że mógłbyś nas opuścić mając zaledwie 19 lat..-spuścił głowę.
-Niall nigdzie się nie wybieram. Nie planuję śmierci
.-Może teraz nie planujesz.. ale to z czasem to Ciebie przyjdzie. Błahe problemy zaczną Cię przytłaczać, będziesz chciał spokoju i pomyślisz o śmierci. Będziesz się do niej przygotowywał i pewnego razu spróbujesz..-głos mu się załamał i pociągnął nosem. Przytuliłem go i powiedziałem.
-Niall nie wiedziałem, że aż tak martwisz się o mnie.. -nie dał mi dokończyć
- Martwię się bo jesteś moim przyjacielem i Cię kocham. To proste Hazz. -popatrzył mi w oczy
-Obiecaj, że będziesz starał się nie ciąć, nie okaleczać. Dla mnie. Proszę Harry..
 -A jak mi się nie uda? Jak nie dam rady wytrzymać? Nie chcę łamać tej obietnicy. 
-Nie ważne co by się działo która była by godzina 12 rano czy 3 w nocy pisz dzwoń. Nie ważne, że nie uda Ci się dotrzymać tej obietnicy ja zrozumiem. Zawszę Ci pomogę tak robią przyjaciele Hazz. -przytulił mnie i wyszedł szepcząc ciche `Dobranoc.Śpij dobrze` Niall miał całkowicie rację. To nie było moje 1 cięcie. Za każdym razem jest gorzej. Chcemy jak najwięcej ran, jak najwięcej bólu. Tak było ze mną. Codziennie mam przecież na to ochotę. Między bransoletkami mam gumkę recepturkę. Gdy mam ochotę strzelam nią w nadgarstek. Lecz nie zawsze pomaga. To taka powolna i męcząca śmierć. Zapewne nie dożyję 30 paru lat.. Czemu tak myślę? Tak poprostu to jest silniejsze. Ten cichy głosik podpowiadający `potij się/ podetnij sobie żyły/skończ z życiem/połknij całe opakowanie proszków nasennych.` jest ciężki do przezwyciężenia. Może nikt nie wie, że gdyby nie Zayn to by mnie już tu nie było. Tak zamierzałem już popełnić samobójstwo. Problemy w rodzinie, całe noce w klubie przez co kłotnie z przyjaciółmi wykańczały mnie. Zjadały od środka. Pewnej nocy postanowiłem pociąć się i połknąć pełno tabletek. Wszystko było naszykowane.
Zrobił to nieświadomie przecież, ale jakaś część mnie jest mu wdzięczna za to. Z drugiej strony mógłby nie przychodzić. Przyszedł by porozmawiać o mnie. Miałem prosty plan. Pociąć się, połknąć tabletki( każdy wie, że nie wolno ich brać z alkoholem, ale zignorowałem to) i miałem umierać. Ale on zapukał. Schowałem wszystko pod poduszkę i powiedziałem: 
-Zayn jestem zmęczony . Nie możemy jutro porozmawiać? doskonale wiedziałem, że jutro nie będzie żadnej rozmowy będzie na to za późno. 
-Nie Harry musimy teraz porozmawiać. Martwimy się o Ciebie głupku.-powiedział i usiadł koło mnie. 
-Naprawdę daruj sobie kazania. Wystarczająco dużo ich wysłuchałem ..-powiedziałem i popatrzyłem na ścianę na przeciwko mnie. 
-Co z tego Hazz? Wysłuchasz mnie i tyle. Później droga wolna..
-Mów. 
-Nie możesz chodzić codziennie do klubu i upijać się w 3 dupy..
-mogę -przerwałem mu . Doskonale wiedziałem, że będzie krzyczał bo nie lubi gdy ktoś mu przerywa.
-Zamknij się i słuchaj! -krzyknął . dobrze wiedziałem. Lecz po chwili zmienił ton głosu na miły i przyjazny. 
-Kurde Hazz kocham Cię traktuję Cię jak brata, każdy tak robi. Dlatego proszę nie rób tego. Porozmawiaj z nami. Przecież jesteśmy przyjaciółmi.
 -Przyjaciele? A mają w dupie to jak się czuję? Fajni przyjaciele -zakpiłem z niego
-Staramy się jak najlepiej umiemy! Do cholery Hazz nie tylko Ty potrzebujesz pomocy! Myślisz, że nie zauważyliśmy jak zamykasz się całymi dniami w pokoju? Jak wychodzisz to do klubu. Lub koncerty albo fani. Zazwyczaj wychodzisz jak śpimy. Proszę daj sobie pomóc..
- Zayn.. ja sam nie wiem co się ze mną dzieje -popatrzyłem na niego i pomyślałem, że powiem mu co czuję
 -Powiedz mi pomogę Ci przecież wiesz. przesiadł się na przeciwko mnie i patrzył na mnie. 
- Nie wiem nie widze sensu w wstawaniu robieniu byle czego. W ogóle nie widze sensu w życiu. Co kolwiek nie robie to nie ma sensu.
 -Hazz nie wiem czemu tak jest ale damy rade tak? A teraz chodź do chłopaków. Ciągle o tym myślę, ale to nie dziwne. Byłem tak blisko, ale postanowiłem spróbować znów ułożyć sobie życie, ale przypadkowo zniszczyłem sobie je. Postanowiłem już dziś nie myśleć tylko pójść spać. Przekręciłem się na bok i zasnąłem.

*Następny dzień rano.*

Obudziłem się i przeciągnąłem opadając na łóżko. Co jeśli Niall wszystkim powie? Co jak mnie wyśmieją? Jak na mnie zaczną krzyczeć? Szybko pozbyłem się tych myśli. Nie przecież Niall nie mógłby . Nie .. Chyba nie mógłby. Miejmy nadzieję, że im nie powie. Wciągnąłem na siebie czyste bokserki. Zeszedłem tylko w nich do kuchni. W niej siedzieli wszyscy pozostali chłopcy. Liam coś przygotowywał na patelni. Po zapachach można domyślić się, że jajecznica. 

-Hej-mruknąłem i usiadłem na przeciwko Nialla
 -Czesć -powiedzieli wszyscy.  Liam nałożył każdemu na talerz jajecznicę i usiadł koło Zayna. Spuściłem wzrok na talerz i zacząłem bawić się moim śniadamien. Raz na jakiś czas zjadałem odrobinkę. Bardzo małą oczywiście. Nie chciałem by się martwili. Formowałem z niej różne kształty.
-Hazz nie smakuje Ci?-zapytał Liam
-Jest pyszna. Naprawde! Ale nie jestem głodny. Trochę źle się czuję.
 -To może się połóż? 
-Nie nie trzeba. Po prostu narazie już zostawię tą jajecznicę dziękuję.-spojrzałem na Nialla. Patrzył na mnie mrużąc oczy i nad czymś myślał. Wyglądał śmiesznie. Spojrzałem na Lou. Odkąd zostawiłem ich śpiących w salonie nie odzywał się do mnie. To Cześć na przywitanie się nie liczy. Zawsze śmiał się i coś komentował. A dziś ? Nic kompletnie nic. Siedzi i je śniadanie patrząc tępym wzrokiem przed siebie. Nie wiem co się z nim dzieje ,ale przypuszczam, że nic dobrego.  Wstałem od stołu i powiedziałem:
 -Lou możemy porozmawiać? Popatrzył na mnie zszokowany i odpowiedział:
-Pewnie. Poszliśmy do pokoju Zayna i usiedliśmy na łóżku. Popatrzyłem na niego i zapytałem:
-Co się dzieje Lou dziś na śniadaniu nic nie mówiłeś nie spojrzałeś nawet na mnie-powiedziałem smutny i złapałem go za rękę 
-Curly dzwonił dziś Paul powiedział, że żeby inni nie podejrzewali, że między nami coś jest muszę się z kimś związać. Mam ją dziś poznać. Nie chcę -powiedział i schował twarz w dłonie. 
-Lou dasz radę. Doskonale wiesz, że za niecałe 2 tygodnie będę przeżywał to samo. Damy rade słyszysz? Damy radę -pocałowałem jego wargi.
-Na którą idziesz do Paula?
-Za 30 minut muszę wyjść. -powiedział i wpił się w moje usta. Nasze pocałunki robiły sie coraz zachłanniejsze. Ale nie mogliśmy zaraz musiał wychodzić musnąłem jego wargi i powiedziałem:
-Reszta jak wrócisz.


~~~~~
Rozdział nudny wiem. Lecz w 4 będzie lepiej. Moim zdaniem. Wciąż proszę o jakiś komentarz. Chociaż 1. Tak trudno poświęcić chwile?Dla mnie to ważne bo nie wiem czy nadal mam to pisać i tracić czas skoro nikt nie komentuje ;/