czwartek, 25 lipca 2013

Rozdział 18

Zatem tak na wstępie... W sumie nie wiem co napisać. -,-
Przepraszamy, że tak długo. Niestety wyszło jak wyszło. Ciągłe rozjazdy, brak weny albo możliwości...
Życzymy miłej lektury i liczymy na Wasze komentarze :3

_________________________________________________________________________________


*Perspektywa Harryego*

Don’t bury me
Don’t lay me down
Don’t say it’s over
'Cause that would send me under

Po moich policzkach spłynęło parę łez, gdy w słuchawkach iPoda usłyszałem piosenkę Alex Hepburn. Przez całą noc nawet nie zmrużyłem oka. Zaraz po tym całym wczorajszym, a właściwie można by powiedzieć, że nawet dzisiejszym zajściu, od razu poszedłem do siebie. Powiedziałem Lou, że muszę sobie to przemyśleć i pobyć trochę sam. Nie dostałem żadnej odpowiedzi, żadnego komentarza, ani słowa. Do tej pory przed oczami mam obraz Louisa, który stał opary o parapet i wpatrywał się w krople deszczu spływające po szybie. Nic nie boli tak bardzo jak milczenie, a zwłaszcza milczenie osoby, którą się kocha.
Gdy tylko utwór dobiegł końca, jednym szybkim ruchem wyrwałem słuchawki z uszu i rzuciłem w je kąt. Otarłem łzy, siedząc opary o łóżko i sięgnąłem po zdjęcie, które stało na stoliku. Za kawałkiem szkła widniałem ja  i Louis na x – factorowskiej scenie. Pamiętam moją radość w momencie, gdy usłyszałem, że zostaliśmy połączeni w grupę. Wtedy nawet przez myśl mi nie przeszło, że się w nim zakocham. Po prostu coś w nim było, jakaś tajemnica, której chęć zgłębienie nie dawała mi spokoju. Z dnia na dzień poznawaliśmy się coraz bardziej, zbliżaliśmy się do siebie. Sprawę z tego, że to właśnie on, zdałem sobie dopiero podczas pierwszej trasy koncertowej, gdy zostaliśmy sam na sam. Po raz pierwszy w życiu byłem na prawdę szczęśliwy. Miałem pewność, że to właśnie miłość mojego życia, a nie jakiś przelotny romans. Wiedziałem, że chcę się zestarzeć właśnie u jego boku, że to właśnie z nim spędzę całe życie, lecz teraz…                                         
Podejrzewam, że ma mi za złe, sprowadzenie Emmy. Czułem się winny przez własną naiwność. Jeśli te zdjęcia ujrzą światło dzienne, to nie tylko nasz związek, ale i dalsze losy zespołu staną pod jednym wielkim znakiem zapytania
Nagle usłyszałem delikatne pukanie do drzwi.
- Nie przeszkadzam? - spytał cicho Niall.
- Nie no, co ty. Wchodź - odparłem posmarkując i wycierając łzy.
- Hazz, co się dzieje? - spojrzał na mnie swoimi niebieskimi oczami
Przez dłuższą chwilę milczałem.
- Powiesz mi co się tutaj wczoraj stało? - zapytał. 
- Eh... - westchnąłem. - No co mam ci powiedzieć?
- Prawdę - wtrącił Horan.
- Któraś z dziewczyn zrobiła nam zdjęcia jak... no wiesz... - spuściłem głowę.
- Czyli nie wiecie która? - wypytywał się dalej - Jedna zgania winę na drugą. I jak tak dalej pójdzie, to raczej nigdy się nie dowiemy, jak było naprawdę - odparłem załamany.
W pewnym momencie poczułem na ramieniu rękę Nialla, którą mnie po siebie przyciągnął, a następnie zaczęł delikatnie gładzić po głowie
- Ej, co jest? - zapytał zmartwiony blondyn.
- To moja wina. To wszystko to moja wina. Gdybym nie był tak naiwnym idiotą...
- Hazz do jasnej cholery, to nie twoja wina, że tak się stało! Poza tym ja nie wierzę w to, że Emma mogłaby coś takiego zrobić. Pamiętasz co się działo między Tobą i Eleonor, jak zareagowała ma twój powrót? Bo ja doskonale to pamiętam i wiem, że ona zrobi wszystko byle by wasz związek z Louisem się rozpadł. To przebiegła żmija i wiem, że jest zdolna do wszystkiego. Myślę też, że Emma mogła być jedynie jej przykrywką.
- Niall, ja na prawdę nie wiem jak to było i szczerze mówiąc, nawet nie wiem czy chcę wiedzieć - jęknąłem. - Wiem, że będziesz bronił Emmy. Nie da się przestać czegoś czuć, chociażby nie wiem jak się tego chciało - spojrzałem na zdjęcie, a z moich oczu ponownie zaczęły lecieć łzy.
- Harry, uwierz mi, między tobą, a Louisem wszystko się ułoży - pierwszy raz w życiu widziałem Nialla tak poważnego  - Obydwoje jesteście zdenerwowani całą tą sytuacją. Nie mówię, że dzisiaj, ale za kilka dni na pewno wszystko będzie dobrze. Na prawdę, uwierz mi - powiedział, po czym przytulił mnie i otarł mi łzy. - Chodź na dół, zaraz jedenasta. Wypadałoby zjeść jakieś śniadanie - odrzekł, po czym wstał z podłogi przeciągając się.
- Nie jestem głodny. Szczerze powiedziawszy to jestem zmęczony, w nocy w ogóle nie spałem i chyba teraz to nadrobię.
- Okej, jak wolisz, ale pamiętaj, jakby co wal śmiało - uśmiechnął się i ruszył w stronę drzwi..
- Niall!
- Co? - zapytał blondyn stojąc w progu.
- Dziękuję - odparłem z delikatnym uśmiechem.
- Do usług - roześmiał się Horan.
Po chwili położyłem się na łóżku. Próbując załatać swoją samotność leżałem wtulony w poduszkę z nadzieją na sen, lecz nadal mi czegoś brakowało. Jego dotyku, zapachu perfum, jego twarzy tuż obok mojej. Tym razem już nie miał mnie kto przytulić i cicho wyszeptać do ucha, że jutro będzie lepiej. Zostałem sam
Po mniej więcej trzydziestu minutach wreszcie udało mi się zasnąć. Właściwie nic mi się nie śniło... może to i lepiej? Gdy się obudziłem, zegar pokazywał godzinę 22:03. Spałem ponad dziesięć godzin i podejrzewam, że spałbym jeszcze dłużej, gdyby nie głośnie śmiechy dobiegające z salonu. Słyszałem wszystkich: Zayna, Liama, Nialla, wszystkich prócz Lou. Pewnie gdzieś wyszedł, w sumie nic dziwnego, że ma już tego dość. Z resztą nie tylko on.
Poszedłem do łazienki. Stanąwszy przed lustrem, ujrzałem w nim wrak człowieka. Kogoś, kogo męczy życie. Niby mam wszystko. Tłumy fanów, przyjaciół, którzy skoczyli by za mną w ogień, miłość swojego życia, ale co z tego, skoro wszystko stało się jedną wielką niewiadomą i to prawdopodobnie z mojej winy? Otworzyłem szafkę z lustrzanymi drzwiczkami. Nerwowo zacząłem szukać pudełka z lekami, lecz zamiast środków uspokajających znalazłem ją... małą, srebrną, mocno przybrudzoną, lecz bardzo ostrą żyletkę. Usiadłem, opierając się plecami o brzeg białej wanny, a następnie podciągnąłem rękaw bluzki i wbiłem żyletkę w lewy nadgarstek. Przeciąłem go wzdłuż linii prostej. Zrobiłem to kilkakrotni, nie liczyłem dokładnie ile razy. Jednak nie były to takie rany jak dotychczas. Były o wiele większe i o wiele głębsze. Nadszedł właśnie ten moment. Właśnie ten, by pożegnać się ze światem żywych. Po tej myśli wbiłem żyletkę podcinając sobie żyły. Zasyczałem z bólu, lecz wcale tego nie żałowałem, wręcz odwrotnie, pragnąłem tego. Wreszcie zacząłem czuć karę za to, co spieprzyłem na własne żądanie. Patrzyłem jak krew coraz mocniej zalewa nieskazitelnie czyste kafelki oraz moje ubrania. Robiłem się coraz słabszy, a ciało z minuty na minutę stawało cię coraz bardziej zimne. Siedziałem, wpatrując się tępo przed siebie, nie ogarniajac co się dookoła mnie dzieje. Nagle ktoś wparował do łazienki i wrzasnął. Chciałem na niego spojrzeć, ale... nie mogłem.
- Chłopaki, dzwońcie szybko po pogotowie! - krzyczał Louis, próbując złapać mocno apteczkę, która cały czas wylatywała mu z rąk.
Po chwili zrzucił z siebie koszulę i zawiązał mi  tuż nad ranami.
- Rany boskie, Harry, co cię podkusiło?! - pytał się z łzami w oczach, bandażując mi rękę.
- O kurwa, co się tutaj stało?! - zapytał zdumiony Zayn, stojąc w progu.
- Co się głupio pytasz?! Lepiej dzwoń po pogotowie, idioto! - Tomlinson spojrzał groźnie na bruneta. 
 Zayn zaczął wybierać numer i wyszedł z łazienki.
- Kochanie, słyszysz mnie? Halo? Odpowiedz! - Rozpaczał Lou cały ubrudzony w mojej krwi.
- Lou?... - wybełkotałem ostatnim tchem, a na jago twarzy pojawiła się mała iskra nadziei.
- Czemu? - pytał przez łzy, lecz na to nie dałem rady odpowiedzieć, a moje oczy się zamknęły.


***

Pierwsze co ujrzałem po przebudzeniu to migające światła szpitalnego korytarza. Jechałem na szpitalnym łóżku, które prowadziło dwóch sanitariuszy. Obok nich szedł Lou, który cały czas trzymał mnie za rękę. W tyle widziałem Nialla siedzącego na krześle z rękoma na głowie, Zayna opartego o ścianę i Liama chodzącego jego nerwowym krokiem.
- Zatem panu już podziękujemy - powiedział sanitariusz, kierując wzrok na Louisa.
- Ale jak to podziękujemy, co to ma w ogóle znaczyć?! - uniósł się i niemal rzucił się na pracownika szpitala.
- Tak to. Zostanie pan zawołany w momencie, gdy skończymy wszystkie formalności.
- Nie obchodzi mnie to - powiedział, próbując wbić się do sali, lecz został odepchnięty.
- Jeśli będzie się pan tak zachowywał, zaraz pana wyprowadzi ochrona. Proszę iść do kolegów. Postaramy się załatwić wszystko jak najszybciej - powiedział pracownik, wprowadzając mnie do sali.
Pomieszczenie było białe, miało tylko nieliczne niebieskie dodatki. Panował tutaj specyficzny, szpitalny zapach. Było nieskazitelnie czysto i bardzo cicho.
- Pan Styles? - zapytał starszy lekarz.
- Tak - wychrypiałem.
- No, wreszcie się pan wybudził. Witamy w świecie żywych. Męczyliśmy się z panem kilka dobrych godzin - uśmiechnął się. - Podłączyliśmy panu standardową kroplówkę w związku z wycieńczeniem organizmu. Myślę, nie będziemy teraz pana męczyć z ponad podstawowymi badaniami. Poleży pan u nas kilka dni na obserwacji. Czy ma pan ochotę spotkać się z przyjaciółmi?
Nic nie odpowiedziałem, sam nie wiedziałem czy tego chcę.
- Ten chłopak, który chciał wejść strasznie nalegał, aby go wpuszczono. Musicie być najlepszymi kumplami, co? - roześmiał się starszy człowiek.
- Tak - odpowiedziałem wymownie. - Może ich pan zawołać? - zapytałem nieco osłabiony.
- Oczywiście - odpowiedział i ruszył w stronę drzwi.
Nigdy nie czułem takiego strachu. Bałem się, że usłyszę, że to koniec. Bałem się usłyszeć to, przez co tak naprawdę chciałem się zabić. Po jakichś pięciu minutach zauważyłem otwierające się drzwi. Oczywiście na samym przedzie szedł Lou, a za nim cała reszta.
- Możemy zostać sami? - zapytał Tomlinson, kierując wzrok na lekarza.
- Jak sobie panowie życzą - odparł i po chwili wyszedł z sali.
Prze dłuższą chwilę panowała niezręczna cisza. Na twarzach chłopaków ewidentnie widać było smutek. Niall ledwo hamował się od płaczu, a Lou nawet nie próbował.
- Chłopaki, przepraszam was za to całe zamieszanie - zacząłem. - Nie powinienem był was tym obciążać. Wiem, że wszyscy macie swoje życie, swoje problemy, a do tego jesteście jeszcze zmęczeni. Proszę was, jedźcie do domu. Zostawcie mnie, chcę zostać sam.
- Chociażbym chciał to nie potrafie cię zostawić, bo cię kocham! - wykrzyknął Louis, biorąc krzesło i siadając obok mnie. - Zrozum to, że dla mnie jesteś najważniejszy, zawsze byłeś i będziesz, nie ważne jaką głupotę zrobisz. To moja wina, że w ogóle dopuściłem do tego, żebyś sobie coś zrobił. Gdyby nie moje durne humorki, teraz wszyscy razem bylibyśmy cali i zdrowi w domu.
- Oj, nawet tak nie mów - wtrąciłem.
- Nie wiem jak wy, ale ja się nigdzie nie wybieram - powiedział stanowczo, patrząc po chłopakach.
- Proszę was, wracajcie do domu - wypowiedziałem błagającym głosem.
- Dobra chłopaki, zróbmy tak, ja zostaję, wy jedziecie, okej? - zaproponował Tomlinson.
- Lou, też jedź!
- Nie zostawię cię samego. Będę tu przy tobie, aż do momentu samego wypisu.
- Po co? - zapytałem.
- Nie 'po co?', a 'dlaczego?' - poprawił mnie. - Dlatego, że nie potrafię zostawić miłości mojego życia na pastwę losu w momencie, gdy jest w szpitalu - złapał mnie za rękę i spojrzał głęboko w oczy. - Czy ty na prawdę zwątpiłeś w to, że cię kocham?
- Tak - odparłem cicho. - Ale teraz tego żałuję... i to bardzo.
Po chwili poczułem jego usta na swoim poliku i to był moment, w którym znowu uświadomiłem sobie jakim jestem kretynem, i że nie potrafię docenić tego co mam.
- Mhmm... - odchrząknął Zayn - dobra gołąbeczki, to my zostawiamy was samych, a ty Hazz nie licz, że jutro damy się tak łatwo wygonić.
- Okej - odparłem delikatnie się uśmiechając.
Gdy Niall, Liam i Zayn wyszli, zostaliśmy już całkiem sami. Cały czas czułem jak Lou, delikatnie gładzi mnie po głowie i całuje w czoło. Oboje siedzieliśmy w milczeniu, milczeniu które wyrażało więcej niż tysiąc słów. Właśnie tego było nam trzeba - bliskości, po prostu siebie. 



* Perspektywa Nialla*

Opuszczając salę poczułem ból, a za razem ulgę. Nie mogłem znieść tego widoku, gdy jedna z najbliższych mi osób próbuje odebrać sobie życie. Po raz pierwszy cieszyłem się, że coś nie poszło Harremu po myśli. Nadal nie dawało mi spokoju, jak mogłem do tego dopuścić. Powinienem był przy nim zostać, a nie iść do innych.
Po chwili byliśmy już w samochodzie. 
- Ej... - zaczął Liam, odpalając silnik.
- Co? - zapytałem równocześnie z Malikiem.
- Czy któryś z was wie coś więcej? - zapytał. - Bo jedyne co ja wiem to to, że miało to związek z tym całym zamieszaniem z El i Emmą - popatrzył na nas w lusterku.
- Nie no w sumie to raczej nic takiego się nie wydarzyło, przynajmniej ja nic nie widziałem - odpowiedział śpiący głosem Mulat, a następnie skierował wzrok na mnie. - Niall, a ty coś wiesz? - ziewnął.
- Hmm... - zacząłem kręcić. - Myślę, że jutro wszystkiego się od niego dowiemy - obydwoje spojrzeli na mnie podejrzliwym wzrokiem.
- Okeej - odpowiedział Li wjeżdżając do garażu. - No to... jesteśmy - powiedział, patrząc na śpiącego Zayna.
- No tak, nic dziwnego, w końcu zaraz trzecia - odparłem, chwytając go za ręce, po czym zacząłem wyciągać go z samochodu.
- Liam, weź otwórz drzwi, a ja go jakoś dociągnę do łóżka.
- Dobra, już otwieram.
Przełożywszy ramię Mulata przez swoją szyję i chwyciwszy go w pasie, zacząłem prowadzić go w stronę jego sypialni.
- Jesteś taka piękna. Bardzo bolało jak spadałaś z nieba aniele? - zaczął bełkotać przez sen, a ja z Paynem na siłę próbowaliśmy powstrzymać się od śmiechu.
Po prawie dziesięciominutowej męce z transportem Zayna, wreszcie udało nam się położyć go w łóżku.
- Dobra Niall, ja chyba idę śladami naszego lowelaska i też idę spać - rzekł Liam.
- Okej, ja jeszcze coś porobię, pooglądam TV czy coś - powiedziałem.
- Okej, no to... dobranoc.
- Dobranoc - odpowiedziałem, po czym zszedłem na dół.
Wcale nie miałem w planach siedzieć przed telewizorem. Gdy tylko usłyszałem dźwięk prysznica chwyciłem kluczyki od samochodu i ruszyłem do garażu. Nie mogłem czekać z wyjaśnieniami. Musiałem to wiedzieć teraz. Musiałem wiedzieć czy Emma faktycznie zrobiła te zdjęcia, czy to zwykła manipulacja Eleonor. Już po chwili zaparkowałem pod jej domem, lecz nadal nie wychodziłem z samochodu. Była 03:22. Nie wiedziałem nawet czy mi otworzy, czy będzie chciała ze mną rozmawiać, ale w końcu raz się żyje. Wyszedłem z samochodu, trzasnąłem drzwiami, po czym zamknąłem go. Drzwi od klatki były otwarte, więc nie miałem problemu, żeby się dostać pod jej mieszkanie. zaraz po przekroczeniu progu znalazłem się przed jej drzwiami. Serce zaczęło mi bić coraz szybciej, ręce zaczęły się pocić, a w gardle poczułem nagły ścisk. Wiele nie myśląc, zadzwoniłem do drzwi, lecz nikt mi nie odpowiedział. Powtórzyłem zabieg kilkakrotnie, lecz tym razem znacznie szybciej. Gdy już maiłem udać się do wyjścia, usłyszałem kroki.
- Nie, nie mam zamiaru przechodzić na twoją wiarę, ani zmieniać swojego trybu życia - powiedziała z zamkniętymi oczami, trzymając się futryny.
- Możemy pogadać? - dziewczyna wytrzeszczyła na mnie oczy. - Matko boska, Niall! Co ty tu robisz? - zapytała patrząc na zegarek. - Przecież jest wpół do czwartej.
- Mamy poważnie do pogadania i to nie może czekać - odparłem poważnym tonem.
- Okej - powiedziała wskazując wejście. - Zapraszam.
Gdy wszedłem do środka, od razu zostałem skierowany do salonu.
- Chcesz kawy? - zapytała zakładając szlafrok.
- Nie, dzięki - odparłem. - Możesz mi powiedzieć co się stało u nas wtedy w nocy?
- Niall, wiem, że i tak mi nie uwierzysz, ale to naprawdę nie ja - zaczęła się tłumaczyć.
- Wierze ci i właśnie dlatego tutaj jestem. Od początku wiedziałem, że to nie możliwe żebyś to ty to zrobiła.
- Niall, mimo tego, że tego nie zrobiłam to i tak moja wina... - odparła, spuszczając głowę.
- Jak to? - zdumiałem się.
- Ja o wszystkim wiedziałam... Pamiętasz jak mnie odwoziłeś na spotkanie?
Pokiwałem twierdząco głową.
- Spotkałam się z El, wtedy jeszcze nie wiedziałam o co chodzi. Na początku obiecałam jej, że nie pisnę ani słowa i to mnie zgubiło. Powiedziała mi swój plan. Nie wiedziałam co mam zrobić, nie mogłam wam powiedzieć. Cały czas jak byłam u was pilnowałam żeby nic się nie stało, ale jak zwykle... nie wyszło - zaczęła płakać. - Próbowałam to wyjaśnić Lou, ale on nie dawał mi dojść do słowa. Zaraz po tym, jak nas wyrzucił wyrwałam jej torbę. Louis przeoczył fakt, że El podmieniła karty. Mam ją nawet przy sobie. Stwierdziłam, że nie pozwolę na to, aby ich sekret wyszedł na jaw. Wiem, że Harry nie chce mnie już znać, i że lepiej, żebym mu się na oczy nie pokazywała, ale proszę, przekaż mu to - rzekła i podała mi kartę.
- Emma... - zrobiłem krótką przerwę. - Harry jest w szpitalu - wyznałem.
- Że co?! - zdziwiła się. - Ale jak to, co się stało?
- Dopiero przed chwilą wróciliśmy. Harry próbował popełnić samobójstwo. Podciął sobie żyły. Kwestia kilku minut i... - mowę odebrała mi gula w gardle. - I... no wiesz... Myślę, że sama powinnaś mu to wyjaśnić i dać te zdjęcia.
- Jak on się czuje? - zapytała przez łzy.
- Jest osłabiony, ale żyje i nic mu nie jest - zapewniłem.
- Przecież on mnie tam nawet nie wpuści. On jak on, ale Louis mi wydrapie oczy na dzień dobry - powiedziała, załamując ręce.
- Emma, co ty na to, żebym został i z samego rana razem do niego pojedziemy? - zaproponowałem.
- Okej - powiedziała, a ja chwyciłem ją za ramiona, a następnie przytuliłem.
- Zobaczysz będzie dobrze... - pogłaskałem ją po głowie.
- Mam pytanie - powiedziała po dłuższej chwili.
- Tak? - zapytałem.
- Czemu to robisz? - popatrzyła mi w oczy.
- Bo... - usiłowałem powiedzieć prawdę, lecz nie dałem rady.
- Bo?... - zniecierpliwiła się lekko.
- Bo, po prostu... zasługujesz na to... - odparłem unikając prawdy, gdyż nie potrafiłem powiedzieć, że ją kocham.

niedziela, 7 lipca 2013

Rozdział 17

Hej. Na początku może tak. Wiem, że ten rozdział mógł być o wiele lepszy,ale przerwa wywołała u mnie brak jakichkolwiek umiejętności pisarskich. Tutaj z miejsca chciałbym podziękować szanownej Pani Dee'z, dzięki której tak na prawdę widzicie tutaj ten rozdział. Cały czas dzielnie wspierała mnie i redagowała tekst.
A, i mam dla Was miłą informację. Prawdopodobnie od następnego rozdziału zapowiada się wielki powrót pierwotnej autorki, Dominiki, z czego osobiści bardzo się cieszę! :D
Życzę miłej lekturki :3

_________________________________________________________________________________


*Perspektywa Harryego*

Wszyscy siedzieliśmy w salonie. Jak zwykle panował hałas, w którym nie było słychać własnych myśli. Liam z Zaynem urządzili sobie 'wojnę' polegającą na celowaniu w siebie paczkami chusteczek, Niall, jak z resztą od kilku dni, siedział cały zamyślony, nie reagując na to się dzieje dookoła, a ja ze swoim BooBearem zajmowaliśmy się sobą. Siedziałem wtulony w jego ramię i rozkoszowałem się zapachem jego perfum, które zawsze przyprawiały mnie o dreszcze.Pocałował mnie w czoło, po czym subtelnie, bez pośpiechu zaczął schodzić z pocałunkami coraz niżej. Moje myśli wariowały, trudno mi nawet opisać co czułem. Kiedy nasze usta złączyły się, zacząłem chcieć czegoś więcej i prawdopodobnie gdyby nie było tu chłopaków, Lou już dawno byłby bez ubrania. Tę błogą chwilę przerwał niestety telefon Louisa. Miałem szczerą chęć wywalenia tego złomu przez okno i powrócenia do naszych pieszczot.
- Chłopaki, wiecie który dzisiaj jest? - zapytał ciut zdezorientowany Lou.
- Nie, ale czy to ważne? - odparł Zayn wychylając się zza lady i po chwili z powrotem się za nią chowając, aby uniknąć ciosu od Payna.
- Dzisiaj mamy wywiad... I musimy tam być za czterdzieści pięć minut - dookoła zapanowała nagła cisza, która po chwili zamieniła się w wielki harmider.
Każdy latał po domu jak kot z zapaleniem pęcherza szukając swoich rzeczy. Po jakiś dziesięciu minutach wszyscy byli już gotowi do wyjazdu. Za kierownicę wsiadł nasz rajdowy mistrz, Zayn. Malik jechał jak szalony. Nie patrząc na światła, mknął jak błyskawica prawie potrącając staruszki na pasach. Zauważywszy korki skręcił w londyńskie zakamarki, które nikomu nie były znane. przedzierając się przez obce alejki jakimś cudem dojechaliśmy na miejsce za pięć dwunasta. Przed wejściem do studia jak zwykle stały tłumy fanek, dla których tym razem nie mogliśmy poświęcić czasu. Na dzień dobry przywitała nas pani z mikrofonem założonym za ucho. Kobieta pospieszała nas wskazując drogę gdzie mamy się kierować. Już po chwili znaleźliśmy się w blasku świateł na czerwonych kanapach z tłumem wizażystów dookoła. Dookoła rozbiegł się wrzask.
- Trzy... Dwa... Jeden... - po tych słowach władzę przed kamerą przejęła prowadząca program.
- Naszym dzisiejszym gościem, a właściwie gośćmi, będzie grupa młodych, zupełnie niepozornych chłopców z x-factora, którzy zawładnęli całą Wielką Brytanią a następnie światem. Ich płyty sprzedają się w setkach tysięcy egzemplarzy, a nastolatki na ich widok - westchnęła  - padają na ziemię. Przed państwem One Direction!Wszystkie kamery skierowały się na nas, a na widowni zaczął dominować pisk nastoletnich fanek.
- Okej, chłopaki, jak to jest mieć około dwudziestu lat i być światową gwiazdą- zapytała Jannet, prowadząca program, kierując mikrofon w moją stronę.
- A czy ktoś tutaj jest gwiazdą? - zapytałem. - Żaden z nas się nią nie czuje. Wszyscy nadal pamiętamy o swoich rodzinach i starych znajomych, no może nie mamy dla nich aż tyle czasu co wcześniej ale nie jest tak, że zrywamy ze sobą kontakt. Nikt z nas nie robi z siebie Bóg wie kogo... no chyba, że Zayn jak popada w samozachwyt przed lustrem podczas porannego układania grzywki - wszyscy wybuchli śmiechem łącznie z prowadzącą.
- Yeah... Jestem bajeczny - wyrzekł Mulat przeczesując palcami włosy po czym na jego twarzy pojawił się szeroki uśmiech.
- Dobrze, a nowa płyta? Jak postępy?  Kiedy premiera? - Tym razem głosu udzieliła Liamowi.
- Wszystko jest na dobrej drodze. Niestety nie możemy ujawniać szczegółów ale na płycie będzie mała niespodzianka dla fanów.Pytaniom odnośnie kariery nie było końca. Ciągle pytano nas o przyszłe i zeszłe koncerty, współpracę z innymi artystami oraz działalność społeczną.
- To teraz takie pytanie z innej beczki. Jak tam sprawy sercowe? Czy u żadnego z was nie zaszły jakieś zmiany? - zapytała Jannet, a uśmiech na mojej twarzy, jak zawsze w takich sytuacjach, przygasł.
- Raczej u nikogo nie zaszła jakaś sercowa rewolucja- odparłem krótko lecz zaraz po tym wtrącił się brązowooki.
- Mów za siebie - spojrzał na Nialla podejrzliwym wzrokiem - Ja tam myślę, że niektórzy tutaj coś... - blondyn przerwał Mulatowi, zrzucając go z sofy.Przepychanki i podduszenia panów przerwało głośne hasło Lou.
- KANAPKA! - Tomlinson rzucił się na nich, po czym to samo uczynił Payne, a ja załamałem ręce.
- No co? Samych ich nie zostawię - i z rozbiegu wpadłem na czwórkę dogniatających się chłopaków.
- Hmmmm... I to by było chyba na tyle w dzisiejszym odcinku. Do zobaczenia za tydzień.Po chwili na sali zapanowała cisza, a światła zgasły. Złapałem wyrywającego się Nialla, a Liam Zayna.
- Niall, już? Uspokoiłeś się? - spytałem, siedząc na blondynie okrakiem i stabilnie trzymając go za ramiona.
- Tak - odparł krótko przestając się wyrywać, po czym wstał i zaczął poprawiać swoją szarą bluzę z napisem 'Forever Hungry'.
- Ogarnęliście się? Tak? - zapytałem stanowczym głosem i nie czekając na odpowiedź, dodałem: - To jedziemy do domuŻaden z chłopaków nie wypowiedział ani słowa, lecz obydwoje spuścili głowy.Po tym nieszczęsnym wywiadzie z ulgą wróciliśmy do domu. Horan na dzień dobry przywitał się ze swoją przyjaciółką lodówką, aby zatopić złość w jedzeniu. Malik natomiast jak nigdy był przybity. Podejrzewam, że gryzły go wyrzuty sumienia. Z jednej strony widziałem chęć podejścia i przeproszenia go, a z drugiej jakiś nieuzasadniony hamulec. Pewnie jak zwykle uniósł się dumą i jako pierwszy nie zagada. Cały Zayn. po jakiejś godzinie atmosfera wreszcie się rozluźniła, a gdy tylko ulokowałem swój tyłek na kanapie w salonie, cały stres ze mnie uleciał.
- Chłopaki, nudno dość... - powiedział Liam, patrząc na wszystkich po kolei.
- To co, standard? Piwo, żarcie, filmy? - zapytał Lou.
- Okeeej - odparliśmy jednocześnie, patrząc na siebie.
- Dobra, Liam, idziesz ze mną do sklepu? - spytał Louis wstając z kanapy.
- Okej, to my lecimy.
W międzyczasie Mulat wybierał filmy, a ja z blondynem robiliśmy coś do jedzenia.
- Harry, myślisz że mogę zadzwonić po Emmę? - zapytał nieśmiałym głosem. 
- Pewnie, co się głupio pytasz? - odpowiedziałem pełen entuzjazmu, a Malik parsknął śmiechem 
- Zayn, stul pysk! Co cię tak do jasnej cholery w tym śmieszy?! - zacząłem krzyczeć
- No nic, poza faktem że nasz mały blondasek wreszcie dorósł i znalazł sobie dziewczynę. Niall, przed nami tego nie ukryjesz. Wszyscy widzimy że ona ci się podoba, w sumie nic dziwnego, w końcu brzydka nie jest. Jedyne co mnie śmieszy to to, że nie działasz - wyjawił Mulat.
- No dobra, niech ci już będzie! Podoba mi się no i co z tego? - Niall lekko poczerwieniał na policzkach.
- No nic, ale wypadało by coś z tym zrobić, nie? - Zayn zarzucił uroczym uśmiechem.
- Jak na razie, to wypadałoby po nią zadzwonić - powiedział Niall idąc na górę i wybierając numer.
Nagle w domu rozległ się głośny trzask.
- Wróciliśmy - rzekł Li stawiając pakunki na blacie - A gdzie Niall?
- Gada z tą swoja pięknością - odparł Malik rzucając uśmiech.
- No to widzę że zapowiada się gorący wieczór - wtrącił Lou lecz przerwał mu wrzask radości blondyna.
- Aaaa! Będzie za godzinę! - krzyczał jak szalony a chłopaki po przez gestykulacje próbowali dać mu do zrozumienia że jest nienormalny.Skończywszy przygotowania, usłyszałem dzwonek, więc poszedłem otworzyć. W wejściu ujrzałem Emmę, ubrana była w czarne legginsy, luźny top w tej samej barwie z napisem 'Rock Me' oraz bardzo wysokie szpilki. Wyglądała niesamowicie i gdyby nie fakt, iż gram w innej lidze, podejrzewam że rzuciłbym się na nią.
- Hej, zapraszam - wskazałem wejście
- Cześć wszystkim - odparła i uśmiechnęła się od ucha do ucha.Odpowiedź uzyskała od każdego prócz Nilla, który zaczął coś bełkotać. Momentalnie chłopaki zaczęli na siebie spoglądać i śmiać się pod nosem.
- Dobra siadaj, przecież nie będziesz tutaj tak stała - powiedział Zayn.
- A, chłopaki... i Emma - dodał Tomlinson - zapomniałem wam powiedzieć. Paul zaczął się czepiać, niedługo przyjedzie El i musi tutaj zostać na noc.
Nie powiem żebym był szczęśliwy z tego powodu. Myślałem, że choć kilka dni będziemy mieli od niej spokoju, ale jak zwykle coś musiało nie wypalić.
- Kochanie, nie bądź na mnie zły. Musiałem, nie miałem innego wyjścia - przytulił mnie i cicho dopowiedział: - przecież doskonale wiesz, że też jej nienawidzę za to co powiedziała.
- Nie jestem na ciebie zły - odparłem. - Jest mi po prostu przykro, że jak zwykle musiało się coś spieprzyć.
- Przestań kocie, traktuj ją jakby jej nie było, bo na więcej nie zasłużyła. Życie nie raz dało nam porządnego kopniaka w tyłek i pewnie zrobi to jeszcze wiele razy, ale nie wolno pokazywać swoich słabości. Zapamiętaj to.
Te słowa jakoś podbudowały mnie na duchu. Wiedziałem, że nie będzie mi milo jak ją zobaczę, ale zdałem sobie sprawę, że widok mojego upadku sprawi jej tylko przyjemność, a do tego nie mogłem dopuścić.
- Chyba nie mamy na co czekać - powiedziałem, spoglądając na wszystkich. 
- To jaki film leci na pierwszy ogień?
- Co wy na to żeby zacząć od komedii? - zaproponował Zayn, a nikt nie zaprotestował.
Już o chwili na ekranie telewizora oglądaliśmy przygody bandy idiotów z 'Kac Vegas'.Na kanapie siedziałem ja, wtulony w ramię Lou Niall z Emmą, a na fotelach siedzieli Liam z Zaynem, którzy uśmiechali się pod nosem na widok naszej nowej nowej pary. Przez cały seans śmialiśmy się i przedrzeźnialiśmy niczym bohaterowie filmu. Gdy projekcja dobiegła końca problemy nagle zaczęły się pojawiać.
- Nie! Liam do jasnej cholery. Ja rozumiem że lubisz 'Toy Story', ale nie mam zamiaru tego oglądać. - powiedział sfrustrowany Lou.
- Czy was pocięło?! To najlepsza bajka w historii, co wy do niej macie? - zapytał zdenerwowany Payne.
- W sumie to nic, ale ja bym wolała jakiś film akcji , niż bajkę której odbiorcy są w granicy 3-7 lat - odezwała się rudowłosa.
- No, czyli nie tylko ja jestem zwolennikiem wybuchów i pościgów! - wtrącił Horan na myśl o wspólnym temacie ze swoją wybranką. 
- Okej... Kto jest za 'Szklaną Pułapką' łapa w górę!każdy podniósł rękę prócz zawiedzionego Liama.
- Oh, niech już wam będzie - odparł wstając, aby zmienić płyt, po czym powrócił wielce obrażony na swoje miejsce.
Już sam początek filmu musiała nam zepsuć szanowna Pani Eleonor.
- Cześć - powiedziała brunetka, lecz nie uzyskała od nikogo odpowiedzi, gdyż wszyscy byli skupieni na filmie. Oczywiście usiadła między mną a Emmą, co nie było dla mnie miłe, z resztą dla Emmy chyba też nie, gdyż momentalnie mina jej zrzedła.
Po jakiejś godzinie filmu, nie tylko mnie, ale też i Zaynowi, zaczęły się kleić oczy.
- Nie wiem jak wy, ale ja już chyba spadam, dobranoc - odparłem i wstałem z kanapy.
- Czekaj, idę z tobą - powiedział Lou.
- W sumie też mi się chce spać - rzekł Mulat.
- Co ja tutaj mam sam zostać z tą zahipnotyzowaną bandą- powiedział Liam, wskazując na zapatrzonych w telewizor Nialla i Emmę. - Dobra, lecę spać.
Parka nawet nie zorientowała się kiedy wszyscy poszli. Wszyscy prócz El.
Wszedłem sennie po schodach i skierowałem swe kroki do mojego pokoju, lecz plany pokrzyżował mi Louis, który złapał mnie w pasie i mocno przytulił.
- Chodź do mnie - wyszeptał mi do ucha, po czym mnie w nie pocałował.
- Wariacie, to boli - uśmiechnąłem się, próbując zignorować dzwonienie w czaszce.
- Chodź, chodź - ponaglił mnie, chwytając za rękę i lekko ciągnąc do swojego pokoju.
Gdy tylko przekroczyłem próg Lou odwrócił się i wziął mnie na ręce.
- Co ty robisz? - zdziwiłem się.
- Wiesz... mam inne plany niż sen - wyjaśnił. - Przygotuj się, bo nie zmrużysz dzisiaj oczu.
Serce załopotało mi w piersi, chcąc się z niej wyrwać i wylecieć. Uśmiechnąłem się i pocałowałem go w usta. Louis położył mnie na łóżku i zaczął całować po szczęce, po szyi. Włożył mi ręce pod koszulkę i delikatnie gładził moje ciało, doprowadzając mnie do szaleństwa. Wplotłem ręce w jego włosy i wpiłem się w jego usta, całując go długo, namiętnie...Zacząłem rozpinać mu koszulę, a on dobrał się do mojego paska.
- Hej, może po kolei co? - zapytałem, podnosząc się lekko i ściągając koszulkę. - Kontynuujmy - wyszczerzyłem ząbki w zawadiackim uśmieszku.Lou oswobodził się z górnej części garderoby i nakrył nas kocem. Oplotłem go nogami w pasie. Całował mnie po brzuchu, torsie, ocierał się o mnie, doprowadzał na granice wytrzymałości. Jęknąłem gdy dotknął mojego krocza i zaczął je masować przez materiał spodni.
- Kocham cię - szepnął mi do ucha i uniósł lekko moje biodra, by zdjąć mi spodnie.
- Ja też cię kocham - zapewniłem, przyciągając go do siebie i mocno całując.Wtem urzekającą nocną ciszę zakłóciło ciche 'cholera' i jakiś błysk.Przez uchylone drzwi zauważyłem postać z aparatem, spojrzałem wystraszony na Louisa, po czym zaczęliśmy się natychmiastowo ogarniać. Lou szybko wybiegł z pokoju, a ja pozostałem w drzwiach. Na dole stały Emma z El i obydwie na siebie wrzeszczały.
- Co to do jasnej cholery ma być?! To są jakieś jaja, tak?! - wykrzyknął hamując się od tego aby się na nie nie rzucić.
- Lou to nie tak jak myślisz, to... - odezwała się ruda, lecz szybko jej przerwano.
- Gówno mnie to obchodzi co masz do powiedzenia - powiedział wyrywając aparat z rąk brunetki, po czym wyjął z niego kartę, a następnie rzucił nim o ziemię. 
- Macie się obydwie sd wynosić, ale to już!
- Lou do jasnej cholery daj mi dojść do słowa! - wykrzykiwała z łzami w oczach.
- Mam wam pomóc wyjść? - powiedział wskazując na drzwi. - Nie chcę tu żadnej z was już więcej widzieć.
Po chwili w domu rozległo się głośne trzaśnięcie.
- Wait, co tutaj się stało? - zapytał zszokowany Niall. - Gdzie Emma?
- Zapytaj się jej co się stało. Też sobie wybrałeś - Louis kipiał ze złości.
- O co ci do jasnej cholery chodzi?!
- Twoja 'ukochana' razem z El strzeliły nam fotki w akcji, ot co się stało!
- Ciebie do reszty pogięło? - spytał retorycznie. - W El jeszcze jestem w stanie ci uwierzyć, ale z Emmą to teraz przegiąłeś.
- Pomyśl logicznie, taka nagła dobra znajoma zespołu w dzisiejszych czasach, tak bezinteresownie?  Nie sądzę!
- Gdzie ona teraz jest? - zapytał rozwścieczony
- Nie wiem i mnie to na prawdę nie obchodzi! Dobranoc! - powiedział i trzasnął drzwiami od pokoju.
Ja stałem jeszcze przerażony i nie wiedziałem o czym myśleć. Odprowadziłem Nialla wzrokiem do frontowych drzwi. Co tu się właśnie wydarzyło? I dlaczego tak się stało?...

*Perspektywa Emmy*
Po wyjściu czułam się strasznie, nie wiedziałam co mam robić.
- Haha i kto się śmieje ostatni? - bezczelnie odezwała się brunetka, a ja od razu rzuciłam jej się do gardła.
- Za kogo ty się suko masz, co?! - zaczęłam wykrzykiwać różne inne obelgi w jej kierunku. - Myślisz, że nie widziałam jak podmieniasz karty?Zaczęłyśmy się szarpać i tarzać po ziemi. Przygniatając ją, udało mi się wyrwać jej torbę. Chwyciwszy ją, zaczęłam uciekać w stronę parku. Eleonor goniła mnie przez pół drogi, lecz na szczęście udało mi się ją zgubić w labiryncie drzew. Po krótkiej chwili oddechu postanowiłam powrócić do domu. Nie miałam już sił na nic. Myśl o tym, że właśnie jedna osoba zniszczyła moją przyjaźń z Harrym dobijała mnie. Po raz pierwszy w życiu żałowałam, że dotrzymałam słowa. W głowie zadawałam sobie pytanie, czemu nie powiedziałam chłopakom o jej planach. Jedyne czego teraz jestem pewna to to, że w oczach chłopaków jestem nikim.

poniedziałek, 3 czerwca 2013

Rozdział 16

Cześć ^^ w sumie nie mam pojęcia co mam napisać na wstępie, ale macie 16, i mam nadzieje, że przyjmiecie ją o wiele milej niż 15. Naprawdę wiem, że macie prawo komentować rozdziały jak chcecie, możecie pisać czy wam się podoba czy nie, ale bądźmy szczerzy nie wszystkie komentarze były miłe. Można było z nich wywnioskować wiele rzeczy. Naprawdę w ten rozdział i zostało włożonej wiele pracy, i według mnie ten rozdział jest świetny, więc liczę na pozytywne komentarze. Przepraszam od razu za niecenzuralność, ale chuj wam w dupe wszystkim, którzy krytykowali 15, bo prawdopodobnie nie piszecie żadnych blogów a tylko krytykujecie innych prace. Więc co do tego to chyba wszystko. A co do mnie. Jak pewnie zauważyliście ja od dawna nic na blogu nie napisałam i chyba szybko nie napiszę. Powodów jest mnóstwo, brak weny, problemy itd. Więc nie uzgadniając tego z Patrykiem, mam nadzieje, że nie będzie zły, robię sobie przerwę  Pewnie większość z was powie, że i tak długą miałam, ale naprawdę nie jestem w stanie niczego napisać i mam nadzieje, że jakoś to zrozumiecie. Naprawdę ciężko mi powiedzieć co dalej z blogiem. Na pewno tu wrócę  ale nie wiem kiedy. Być może jeszcze w czerwcu. Buziaki. x 

~~~~~~~~

*Perspektywa Emmy*

Słoneczny ranek z nieprzysłoniętymi roletami. Tak, to właśnie najgorsze co może spotkać porannego śpiocha. Przeciągnąwszy się, spostrzegłam Nialla w pozycji pół siedzącej tuż obok mnie.
- Matko, ty tutaj tak całą noc siedziałeś? - spytałam, patrząc w jego zaspane, jasnoniebieskie oczy
- Nie chciałem cię budzić - zaczął się tłumaczyć - Wyglądałaś tak uroczo.
- Rany boskie,Niall. Nie ważne jak wyglądałam. Pewnie cię teraz wszystko boli. No w sumie nic dziwnego skoro śpi się w pozycji siedzącej, bez poduszki i z rudym czupiradłem na kolanach.
- Oj, nawet tak nie mów! - wykrzyknął-Może i jakoś super wygodnie nie było, ale też i nie jest źle - rzucił uśmiech.
- Oj, no niech ci już będzie - odparłam-Chcesz kawy?
- A z chęcią.
Podniosłam się z kanapy i ruszyłam w stronę kuchni. Stanąwszy przed oszkloną szafką, zaczęłam przeglądać się jak w lustrze. Wyglądałam strasznie. Nie dość że miałam podkrążone oczy to jeszcze każdy włos w inną stronę, super. Włączyłam ekspres i postanowiłam zrobić Niallowi, który w tym momencie oglądał coś w telewizji, zrobić małą przyjemność. Z lodówki wyjęłam ser i pomidory. Na blacie postawiłam toster i zaczęłam robić kanapki na ciepło. Kawę rozlałam do kubków a tosty wyłożyłam na talerzyk i przyozdobiłam świeżą bazylią. Chwyciwszy naczynia, ruszyłam w stronę salonu.
- Niall, przepraszam że tak wyszło - zaczęłam lecz przerwał mi to śmiech blondaska
- Nie masz za co mnie przepraszać- uśmiech nadal nie schodził z jego twarzy-Ale za śniadanko dziękuję bardzo. Jak to mawiają "przez żołądek do serca".
- Racja - zaśmiałam się, siadając obok niego.


Wtem usłyszeliśmy przeraźliwy wrzask. Nie był to krzyk bólu, czy przerażenia. Rozpoznałam głos Zayna, który drąc się, próbował obudzić całą tę zgraję oszołomów. Z góry słychać było obelgi i niecenzurowane słowa kierowane w stronę Mulata, przez brutalnie rozbudzonych chłopaków. Malik zbiegł na dół z wyraźną chęcią obudzenia także i nas. Gdy zobaczył, że już nie śpimy zrzedła mu mina.
- Ja się tak z wami nie bawię - smarknął.
Wraz z Niallem wybuchliśmy śmiechem na ten widok. Już po chwili Liam schodził po schodach jak zombie, z wyciągniętymi w przód rękoma i rządzą mordu w oczach.
- Zabiję cię! Zabiję! - krzyknął i zaczął dusić Malika. - Miałem taki piękny sen! TAKI. PIĘKNY SEN!
- Co ci się takiego śniło? - zapytał Mulat, oswabadzając się od rąk Payne'a.
- Nie twój interes - powiedział bardzo powoli, podciągając bokserki.
- Czyżby Liamowi śniły się filmy przyrodnicze? - zaśmiał się Louis, wchodząc do kuchni razem z Harrym.
- Chłopaki, o czym w myślicie... - zapytałam, śmiejąc się i robiąc nowe tosty.
Zauważyłam, że Lou chciał coś dopowiedzieć, jednak zamilkł gdy do kuchni weszła Eleonor.


- Hej! - rzekła, siadając przy stole. Odpowiedź dostała od wszystkich prócz Larryego. Na minach zakochańców pojawiło się lekkie poirytowanie zwłaszcza widoczne u Louisa. Podałam każdemu śniadanie i po jakiś piętnastu minutach wszyscy rozeszli się w swoją stronę. Wszyscy poza El która, siedziała jeszcze przy stole.
- Myślisz że jestem ślepa- głos brunetki przerwał mi zmywanie naczyń. Przez dobrą chwilę panowała niezręczna cisza.
- Nie rozumiem? - nie kryłam swojej dezorientacji.
- Nie udawaj że nie wiesz o co chodzi. Mamy wspólny cel i w tej sytuacji powinnyśmy trzymać się razem.
- A możesz ciut jaśniej?
- Nie tutaj. Spotkajmy się w Starbucks przy Oxford street. Tam ci wszystko wyjaśnię
- Okej - zadziwienie na mojej twarzy, z chwili na chwilę rosło coraz bardziej - To o której?
- 15:00? - odpowiedziała pytająco.
- Niech będzie.
El odeszła od stołu i ruszyła na górę. Spojrzałam na zegar, była 13:24. Musiałam zacząć się ogarniać gdyż powinnam była wpaść jeszcze do domu. Poszłam do łazienki. Wzięłam szybki prysznic, umyłam zęby a następnie założyłam na siebie wczorajsze ciuchy. Wychylając się zza drzwi przed moimi oczami pojawiła się burza włosów w kolorze jasnego blondu.
- Matko, gdzie ty się tak spieszysz? - spytał Niall widząc moje nerwowe ruchy.
- Muszę już lecieć! - odpowiedziałam krótko.
- Ej no, bez takich... Myślałem że jeszcze trochę zostaniesz - blondyn wyraźnie posmutniał.
- Kurcze Niall, no nie mogę. jest 14. Na 15 mam spotkanie Jeszcze muszę wpaść do domu i się przebrać.
- Zbieraj się! Podwiozę cię.
- Oszalałeś! nie mogę cię tak wykorzystywać.
- Ale nawet nie ma mowy! - odrzekł sięgając po kluczyki do kieszeni a następnie delikatnie nimi machał rzucając dyskretny uśmiech.
- Oj no niech ci już będzie! - odparłam - Ale nie zmienia to faktu że i tak komfortowo w tej sytuacji się nie czuję.
- Nie przesadzaj! Ja idę jeszcze na chwilę po kurtkę i czekam w garażu, okej? - zapytał
- Dobrze, to ja zakładam buty poprawię włosy i jedziemy.
Po jakiś pięciu minutach byłam już na przednim siedzeniu . Droga była krótka lecz w brew pozorom nie była nudna. O Niallu słyszałam wiele, ale nie to że jest piratem drogowym. Cały czas trzymałam się fotela starając się ukryć przerażenie co i tak mi nie wychodziło. Lekko roztrzęsiona poinstruowałam go gdzie ma jechać i po chwili znalazłam się pod domem.
- Niall, ja tylko idę się przebrać. Zostajesz czy idziesz na górę? - zapytałam niebieskookiego.
- Nie no co ty, poczekam tutaj.
- Dobra, to ja zaraz wracam- odparłam i szybko pobiegłam do domu.
Otworzywszy drzwi od razu rzuciłam się na szafę stojącą na wprost nich. Postanowiłam postawić na klasyczny strój. Czarne rurki, biała bokserka, marynarka i oczywiście szpilki. Chwyciwszy wszystko do ręki nerwowym ruchem zaczęłam zmieniać ubrania. Chwyciłam portfel i torebkę a następnie zamknęłam drzwi na klucz szybko zbiegając do Nialla.
Rzuciłam się do samochodu i powiedziałam kierowcy gdzie ma jechać. Nasze nieustające komentarze na temat obecnej listy przebojów w radiu przerwało pytanie blondasa:
- Tak swoją drogą to z kim się spotykasz że ci tak spieszno?
- Eh...-westchnęłam nie wiedząc co odpowiedzieć. Nie chciałam mu mówić gdyż widziałam że Eleonor zależało na dyskrecji więc dałam mu dyskretnie do zrozumienia żeby się nie interesował i jak gdyby nigdy nic wróciliśmy do poprzedniego zajęcia. Na zegarze widniała 14:36 a miasto o tej porze było wyjątkowo zakorkowane lecz na szczęście udało nam się zdążyć. Podziękowałam Niallowi za podwózkę i czule pożegnałam sie z mini całusem w policzek który po chwili pokrył się kolorem wiśni.
Zdążyłam, nie wiem jakim cudem, ale udało się. Przekroczywszy próg kawiarni, wyszukałam stolika przy którym siedziała Eleonor. Nie trudno było ją znaleźć, gdyż od razu zaczęła mi dyskretnie machać więc podeszłam do niej.
- Okej, jestem - Powiedziałam siadając na wprost brunetki.
- Widzę, Chcesz coś do picia?
- Tak, małą latte- odparłam a po chwili El złożyła zamówienie które natychmiastowo pojawiło się na blacie naszego stołu.
- Przejdźmy do rzeczy - powiedziała biorąc łyk kawy - Na początek obiecaj mi że ta rozmowa zostanie między nami, okej?
- Dobra, nie ma sprawy - odparłam bez wahania
- Widziałam jak wczoraj zachowywałaś się przy Louisie. Mnie nie oszukasz. Myślisz że tego nie widać że coś do niego czujesz?
- Że co?! -na mojej twarzy pojawił się jednocześnie śmiech i zdziwienie.
- A  może nie? Proszę cię, każdemu wciśniesz tę bajeczkę że to tylko przyjaźń ale nie mnie- wypowiedziała zachowując pełną powagę.
- Mówiłaś coś o wspólnym celu. O co ci chodziło?- zmieniłam temat
-Ty teraz udajesz czy serio jakaś nieogarnięta jesteś? Obydwie chcemy jednego. Aby ten nieszczęsny związek się rozpadł.
- No w tym momencie to już trochę przegięłaś- wtrąciłam.
- Czy ja Ci przerywałam?- zapytała sucho- Nie? No właśnie. Więc teraz daj mi skończyć- zadziwienie bezczelnością tej dziewczyny było z chwili na chwilę coraz większe- Mam plan.Gdyby media dowiedziały się o wielkim sekrecie One Direction. Gdyby ma pierwszych stronach tabloidów widniały zdjęcia i nagłówek "Larry w akcji". To oznaczałoby koniec. Koniec ich związku, koniec tej maskarady. Musimy to zrobić razem. wystarczy zrobić im kilka zdjęć.
- Czy ty dobrze się czujesz!- wykrzyczałam dławiąc się łykiem kawy- O tym że coś czujesz do Harryego wiem doskonale ale mnie z Louisem w to nie mieszaj. Myślę że nie mamy o czym rozmawiać - wstałam z krzesła i zaczęłam iść w stronę wyjścia.
- Pamiętaj co mi obiecałaś - krzyknęła El na pożegnanie podczas gdy ja cała roztrzęsiona nie wiedziałam co robić gdyż nie mogłam o tym powiedzieć chłopakom.
Wiele się nie zastawiając poszłam na stację metra. Nie wiedziałam co ze sobą zrobić, więc postanowiłam pojechać do domu. Po głowie krążyło mi tylko jedno pytanie: Co robić? Z jednej strony powinnam siedzieć cicho a z drugiej powinnam być lojalna wobec Harryego. Bezmyślnie wsiadłam do pierwszego lepszego podziemnego pojazdu. Na szczęście jechał on w dobrą stronę. Jak zwykle w metrze o tej porze był natłok ludzi więc o miejscu siedzącym mogłam sobie pomarzyć. Zagłębiona w natłoku myśli stanęłam na samym środku nie bacząc na ludzi którzy na przemian mnie przeklinali. Mój kamienny wyraz twarzy przerwał komunikat :"Stacja Bolton Street". Zapatrzone oczy nagle stały się rozbiegane niczym kauczukowa piłeczka. W ostatniej chwili zorientowawszy się, że powinnam wysiąść. W pobudzeniu jednak nie wytrwałam zbyt długo. zaraz po opuszczeniu stacji dotarłam do domu, gdzie już nie było tak wesoło. Już po przekroczeniu progu na mojej twarzy automatycznie pojawiły się łzy. rzuciłam w kąt torbę wraz z butami i chwyciłam zdjęcie stojące na półce. Oparłam się o lustro i powoli zaczęłam samoczynnie zjeżdżać do dołu. Skulona w rogu między ścianą a szafą wpatrywałam się w portret Daniela i pytałam się Boga, co mu zrobiłam że mi go zabrał? on teraz by wiedział co zrobić. Wtulając się w fotografię postanowiłam zasnąć z nadzieją na lepsze jutro, bądź też jego brak.

*Perspektywa Harryego*

Ja, Louis, Zayn i Liam siedzieliśmy w salonie i rozmyślaliśmy na temat tego, gdzie też mogą być Niall i Emma. Wtem naszą rozmowę przerwało trzaśnięcie drzwiami.
- O! O wilku mowa - powiedział Mulat, widząc Horana
- Gdzie żeś się szlajał i gdzie jest Emma? - spytałem szukając wzrokiem Rudowłosej.
- Odwiozłem ją na jakieś spotkanie - odpowiedział nieprzytomnie - Sorry chłopaki ale pójdę do siebie. Jakoś kiepsko się czuję.
- Ej... - Lou szturchnął mnie łokciem - Co mu jest?
- Nie mam pojęcie - Odparłem krótko. W rzeczywistości domyślałem się o co chodzi, lecz nie chciałem się wychylać przy chłopakach.
- Dobra, oglądamy coś ? - Liam przerwał niezręczną ciszę.
-Czemu by nie - odparł Zayn - To wy coś wybierzcie a ja skoczę po coś do sklepu do picia, bo wiedzę, że ktoś opróżnił cały barek - Nagle wszyscy spojrzeli się na Louisa
- No co?! Zdarza się- Powiedział odwracając się w drugą stronę z miną obrażonego pięciolatka.
- Dobra, mniejsza. Wracam za jakieś dwadzieścia minut. Jakby co zacznijcie beze mnie - rzekł Zayn wychodząc z domu.
Jak zwykle chłopaki wybrali jakiś horror, który zaraz po czołówce został obrócony w istną komedię. Myśli o Niallu nie dawały mi jednak spokoju. Cały czas zastanawiałem się co się z nim dzieje. Wiele nie myśląc, podniosłem się i ruszyłem do jego pokoju.
- Gdzie idziesz ? - spytał BooBear, gdy nagle jego głowa z moich kolan sadła na kanapę
- Sprawdzę co u Nialla i zaraz wracam.
Idąc po schodach, zacząłem zastanawiać się jak ugryźć temat. Stanąwszy przed drzwiami zapukałem w nie, lecz nie usłyszałem żadnego odzewu. Po  chwili postanowiłem wejść. Na dzień dobry ujrzałem Nialla leżącego na łóżku i gapiącego się w sufit.
- Niall... - rzekłem cicho, lecz nie uzyskałem odpowiedzi.
Usiadłem obok niego i złapałem go za rękę.
- Co jest? Przecież to widać że coś się dzieje.
- Nie wiem - odparł lekko załamanym głosem
- Jak nie wiesz? Nie wiesz co się dzieje? - zapytałem ze zdziwieniem.
- Nie wiem, co w niej takiego jest? - spojrzał na mnie
- Chodzi o Emmę, tak?
- Nie potrafię oderwać od niej wzroku. Gdy przy niej jestem moje serce nagle zaczyna przyspieszać, skóra zaczyna się pocić a z ust nie mogę wydobyć żadnego sensownego słowa - zwierzył się, energicznie gestykulując rękoma
- Niall.... -  westchnąłem - Czujesz coś do niej.
- Oj Harry, Harry... - odparł - A nawet jeśli, co mam zrobić? - znów na mnie spojrzał
- Zagadać, a co masz zrobić.
- Wiesz że nie potrafię. Męska szkoła robi swoje. Od dwunastego roku życia nie miałem kontaktu z kobietami.
- Wystarczy że będziesz sobą - zapewniłem - Jeśli coś ma się wydarzyć, to samo z siebie. Nie musisz nikogo udawać. Jesteś świetnym, wartościowym chłopakiem i nic tego nie zmieni. Pamiętaj o tym.
Blondyn chwycił mnie za ramie i wyrzekł:
- Dzięki Hazz, że jesteś.
- Za przyjaźń się nie dziękuje - odparłem - A teraz Horan, zwijaj dupsko i idziemy to tych kretynów na dole.


wtorek, 21 maja 2013

Przepraszamy!

Na blogu wystąpiły pewne problemy techniczne których skutkiem było wymieszanie tekstu rozdziału. Rozdział został już poprawiony i mamy nadzieję że się na nas zbytnio nie gniewacie. :3

poniedziałek, 20 maja 2013

Rozdział 15

Jeszcze raz przepraszamy! Znów musieliście czekać ale ostatnie zbiegi okoliczności spowodowały właśnie taką a nie inną sytuację. Teraz już wiemy co dalej więc zachęcamy do lektury. :3



________________________________________________________________________ 
*Perspektywa Harry'ego*

-Mhmmm...- usłyszałem za sobą niedyskretne odchrząknięcie- nie zapomniałeś nie może przedstawić ?

Moja twarz momentalnie pokryła się czerwoną barwą niczym przekrojony burak.
-No fakt... Kochanie, poznaj odpowiedź na swoje pytanie- wskazawszy ręką na jedną Emmę, a drugą na Lou wypowiedziałem ich imiona. 
-Miło Cię znów widzieć ale jednak i tak nie do końca rozumiem o co w tym wszystkim chodzi. Hazz, mógłbyś ciut jaśniej- jego twarz wykazywała jednoznacznie dezorientację.
- To Emma, dziewczyna którą którą poznaliśmy na spacerze. To u niej nocowałem.
- Ale jakim cudem? Jak żeście się spotkali?
-Tak jakoś wyszło- zacząłem kręcić.
Nie chciałem mówić przy El o nadgarstkach. Nie chciałem jak na razie w ogóle o tym mówić
- Spotkaliśmy się przez przypadek w parku i mnie zaprosiła.
-Okej- wypowiedział z jeszcze bardziej zdziwioną mina- To co, zostaniesz na kolację? Przygotuje coś dobrego i przy okazji lepiej się poznamy, hmm?- zapytał spoglądając na Rudowłosą.
-A w sumie czemu by nie!-odpowiedziała w pełni entuzjazmu i z uśmiechem spoglądała to raz ma mnie to raz na Louisa.
-Dobra, to wy idźcie gdzieś usiąść a ja biorę się do roboty.
Nikt nawet nie zorientował się kiedy El wyszła więc usiedliśmy na jej miejscu w kuchnia aby mieć oko na to co szanowny pan BooBear kombinuje. Obydwoje bacznie przyglądaliśmy się temu co robi.
 Szybkim a za razem energicznym ruchem zaczął kroić cukinię a następnie inne warzywa w cienkie plasterki, jedynym głosem zakłócającym nieskazitelną ciszę był stukot ceramicznego noża o szklaną deskę. Na gaz postawił garnek a następnie wlał to niego odrobinę olej który w ciągu kilku sekund nabrał odpowiedniej temperatury. Wystraszył mnie nagły syk mieszanki wrzucanej na gorący tłuszcz. sięgając to prawą, to lewą ręką po słoiczki w kuchni zapanował zapach włoskich ziół. Po chwili przełożył zawartość do naczynia i zasypał serem i włożył do piekarnika.
-No to teraz mamy jeszcze pół godziny, dzwonimy po resztę?
- Okej, to ja zadzwonię.
Wyszedłem do przedpokoju i i zadzwoniłem do Niall'a, Liam'a i Zayn'a robiąc konferencję.  Wszyscy byli w szoku słysząc, a za razem w radości mój głos. Mieli być za jakieś 20 minut. Gdy wszedłem z powrotem do kuchni Lou i Emma gadali w najlepsze. Śmiali się , żartowali, cieszyli się przez co i na mojej twarzy zagościł uśmiech. Cieszę się że na luzie ze sobą rozmawiają bo bałem się że Lou nie będzie chciał z nią gadać ale jak widać pomyliłem się . Usiadłem z nimi przy stole i popadłem w wir śmiechu. Wszyscy zaczęliśmy się wygłupiać. Ze śmiechu czułem pękanie żeber i skręt żołądka więc padłem na ziemię. W pewnym momencie rozległ się dźwięk dzwonka.
-Harry, otwierasz!- stanowczo rzekł Lou próbując zachować powagę co mu stanowczo nie wychodziło.
-No tak, jak zwykle, Hazz niewolnik robi za odźwiernego!- zacząłem podążać w stronę drzwi z udawanym fochem, który łamany był szerokim uśmiechem na twarzy.
Otworzyłem zamek, pociągnąłem za zamek i ujrzałem chłopaków. 
-Cze...-nagle poczułem dość silne uderzenie w twarz- Ał! Za co do cholery ja się pytam?
-Wszyscy się idioto o ciebie martwiliśmy, za to- Powiedział Zayn przekraczając próg.
-No przepraszam, tak jakoś wyszło...
-Nie ma tak jakoś wyszło...- odrzekł krótko- No chodź tu loczku, daj wyściskać tą mordkę bo znając ciebie to nie wiadomo kiedy ją zobaczę- jego ironiczny ton w połączeniu z najszczerszym uśmiechem był bezcenny.
-Hazza, ode mnie też byś postał w pysk ale zaprosiłeś mnie na żarcie więc ci daruję- oczywiście jedyna osobą która była w stanie rzec na tyle inteligentne zdanie mógł być tylko i wyłącznie nasz blondasek.
-Harry, chcesz usłyszeć złotą myśl z cyklu Payne poeta?- zapytał retorycznie Liam- Puknij ty się w czasem łeb!
wszyscy wybuchnęli śmiechem ze mną i Li na czele.
-Dobra, wbijajcie bo Lou został z Emmą w kuchni i to nie wróż nic dobrego.  
-Wait, z kim?- wszyscy jednocześnie spojrzeli się na mnie z zdziwieniem
-Oj, zaraz sami się dowiecie.
Już wchodząc do pomieszczenia czuć było zapach spalenizny więc wszyscy zrobili się czerwoni i zaczęli się dławić ze śmiechu.
-Mistrz kuchni Lou w akcji, hahaha!- wykrzykną Zayn.
-Cicho tam siedź. Tylko troszkę z wierzchu się przypiekło-odparł krótko. Strasznie nie lubił gdy się krytykowało jego "gastronomiczne cuda"
Wszyscy poza Niall'em osiedliśmy przy stole. Oczywiście poszedł do kuchni licząc na to że dostanie porcję double.
-Czy  my si już gdzieś nie widzieliśmy?- zapytał Liam patrząc na Rudowłosą 
-Tak, brała od was autograf.
-Sorry, że tak bezpośrednio ale co ty tu robisz?-tym razem udzielił się Mulat 
-Harry u mnie nocował i przyszłam z nim... Długa historia i kręta ,myślę że nie trzeba jej rozwijać.
Nagle Lou z Niall'em przynieśli talerze i naczynie z zapiekanką. Każdy nałożył sobie po jednym z wydzielonych kwadratów, no oczywiście poza blondaskiem. Nie było to złe, choć trochę twarde.
-No więc Emma...- zaczął Lou- Opowiedz nam coś o sobie, nie wiem, gdzie mieszkasz, czym się zajmujesz, co lubisz...
-Hmm... Mieszkam przy Bolton Street, aktualnie studiuję
-Co studiujesz?- wtrącił Liam
-Filologię angielską 
-Hehe, też miałem studiować filologie ale miłość do muzyki zwyciężyła-odparł Zayn 
-Tsa, jasne. Już widzę ciebie i studia. Twoimi ulubionymi zajęciami byłyby przed, po i w trakcie sesyjne imprezy - powiedziałem i wszyscy zaczęli się śmieć.w końcu zapanowała cisza.
-Masz kogoś?- Bezpośredniość Nialla nie znała granic.Twarz Emmy pokryła się łzami i momentalnie stała się cała czerwona i roztrzęsiona.
-Przepraszam- powiedziała przełykając ślinę i wychodząc z pokoju.
od razu wybiegłem z nią. Siedział na schodach, na twarzy trzymała dłonie a jedynym dźwiękiem jaki było słychać był odgłos pociągania nosem. Usiadłem obok niej i objąłem.
-Pamiętasz ci mi mówiłaś?'Będzie dobrze, musi być.'.- wyszeptałem do jej ucha. Niall już taki jest, od razu mówi co mu leży ma wątrobie i nawet nie myśli.
-Nie jestem na niego zła. To normalne pytanie- wtrąciła- Po prostu wspomnienia wróciły.
-Już lepiej ?
-Tak, ale już będę spadała. Pora powrócić do szarej rzeczywistości.
-Nie no co ty, zostań jeszcze trochę. na razie chodźmy do stołu- prosiłem ze wzrokiem szczeniaczka proszącego to to aby go wziąć do łóżka,
-Oj na dobrze, tylko się tak na mnie nie gap bo to przerażające.
-Okej- uśmiechnąłem się i poszliśmy do pokoju- Już jesteśmy
-No dobra- wszyscy odparli jakby nigdy nic się nie stało poza Niall'em który ewidentnie posmutniał.
-Ej, chłopaki. Co wy na taki pomysł żeby Emma dzisiaj u nas spała- spytałem 
-Czy ciebie porąbało ?!- krzyczała Rudowłosa
-Ej no czemu nie?- zapytał Liam- Każdy z nas ma jakiś t-shirt, w łazience są nowe szczoteczki. No nie daj się prosić- wszyscy wykazali się entuzjazmem.
-No dobra, macie mnie, zostaję!
-Tak swoją drogą to późno już się zrobiło, Lou, idziemy na górę ?
-Oczywiście 
-No w sumie minie też już bierze na spanie- Powiedział Zayn
-Mnie tak samo- Odpowiedział Li
-Emma, nie pogniewasz się jak pościelę ci w salonie?- spytałem
-Nie no jasne.
-Dobra to ja ci tutaj ogarnę łóżko a ty Lou, skombinuj coś do spania, okej,
-Dobra zaraz coś znajdę- powiedział i poszedł na górę.
-Rzeczy masz w łazience!- krzyczał Lou.
-Dobra, jakbyś coś chciała, kawa, herbata to w tamtej szafce, jedzenie w lodówce. Jakby coś się działo to wal śmiało.
-Dzięki, dobranoc! 
-Śpij dobrze- odpowiedziałem i poszedłem na górę do mojego małego BooBear'a

Gdy wszedłem do pokoju akurat był w łazience. Usiadłem na łóżku. Koło stolika leżał pamiętnik. wziąłem go do ręki i w tym samym momencie podwinąłem rękaw marynarki a na mojej twarzy pojawiły się łzy.usłyszałem otwarcie drzwi. Stał w nich Louis przepasany samym białym ręcznikiem i wcale nie patrzył na mnie tak jak zawsze. Już od razu czułem jak rozbiera mnie wzrokiem, a po chwili także ręką. jego usta spoczęły na mojej szyi i schodzić coraz niżej. Od delikatnych muśnięć na klatce zaczął schodzić do coraz mocniejszych szarpnięć przy pasie. Coraz bardziej nabrzmiałe bokserki zostały ze mnie brutalnie zszarpane. Takiego Lou jeszcze nie znałem. Dzikiego, napalonego jak nigdy. Brakowało mi tej fizyczności. Jego dotyku, zapachu,smaku. 


*Perspektywa Emmy*

Nie mogłam spać. Myśli o Danielu nie dawały mi spokoju. Włączyłam telewizor. Leciał w nim jakiś serial którego tytułu nie znałam lecz kojarzyłam fabułę. starając odpędzić od siebie złe myśli postanowiłam próbować wciągnąć się w film.
-Nie przeszkadzam?-usłyszałam ciche licz powodujące strach pytanie zadane przez Niall'a
-O matko! Przestraszyłeś- krzyknęłam szybko orientując się że mogłam obudzić chłopaków- Siadaj- powiedziałam rzucając delikatny uśmiech.
-Przepraszam,
-Za co ?
-Za dzisiaj. Zachowałem się jak idiota. Nie powinienem był zadawać takich pytań.Mogłem pomyśleć że mogło cię to urazić.
-Nic nie szkodzi- starałam się zachować uśmiech lecz nie potrafiłam 
-Wiem że wchodzę drugi raz w to samo bagno ale mogę się o coś spytać? 
-Okej, o co ?
-Czemu tak zareagowałaś? 
-Daniel-zaczęłam robić się czerwona a na policzkach pojawiły mi się łzy- Mój chłopak zmarł pół roku temu i to przeze mnie.
-Jak to przez ciebie?- na jego twarzy nie dało się nie wyczuć zdziwienia 
-Wysłałam go do sklepu po moje durne zachcianki. Miał wypadek którego nie przeżył. Nigdy sobie tego nie wybaczę że sama nie pojechała do tego durnego sklepu tylko musiałam go tam wysłać-Zaczęłam jeszcze mocniej płakać.- Tak na prawdę on był dla mnie jedynym sensem życia.
-Emm, to nie była twoja wina- poczułam jego dłoń na swoim ramieniu. Przyciągnął mnie do siebie i przytulił-Nikt nie mógł tego przewidzieć.

Leżąc na kolanach Niall'a końca moich łez nie było widać. Jedyne co mnie uspokajało i doprowadziło do snu to gładząc mnie dłoń blondyna która pachniała jak moja miłość.